reklama

Wrześniówkowe mamy

Tak długo pisałam tego posta...że się spóźniłam, Donka bardzo mi przykro... ale widocznie jest jakaś nadzieja skoro przewidziano dalsze badania. A wielkość guza nie zawsze jest przeszkodą w skutecznym leczeniu i mam nadzieję, że u mamy będzie ono skuteczne, zresztą sądząc po terminie mama ma dobrą opiekę lekarską i teraz oby jak najskuteczniej i najszybciej podjęli leczenie. Mama na pewno będzie potrzebowała wsparcia, choć napatrzyłam się już na tak skrajne reakcje...Ale z pewnością takiego wsparcia będziesz potrzebowała Ty i jak widzisz na pewno na wszystkie dziewczyny z forum (włącznie ze mną) możesz liczyć. Rak to nie koniec, bo o każdy dzień można powalczyć, a któregoś pięknego dnia nawet wygrać tę batalię.
 
reklama
Donka nie wyrzucajcie sobie niczego, bo to tak podstępna choroba, że coroczne badania niczego mogą nie zmienić... Ja też ciągle miałam milion wyrzutów, że nie namówiłam taty wcześniej na badania, że nie rozmawialiśmy o tym czy tamtym itp, że niczego nie zrobiłam... Ale nie tędy droga. Taka wiadomość to ogromny szok, trauma i ból, a przynajmniej takim był dla mnie i różne myśli wtedy krążą po głowie, dla mnie to był dosłownie koniec świata. Teraz choroba taty to może nie jest moja "koleżanka", ale znamy się z widzenia i jakoś próbujemy z nią mimo wszystko współżyć, choć jest w naszym wypadku bardzo ciężko:-(. Życzę Ci z całego serca dużo wiary i wytrwałości, i jak najwięcej życzliwych i wspierających ludzi w okół.
 
mialam taka nadzieje, ze sie uda!!!!!!!!!!!!!!!!
Bo się uda!, to dopiero początek i to, że teraz nie będą operować to nie znaczy, że w ogóle. Sposobów leczenia jest mnóstwo i zależą od wielu różnych rzeczy. (np. najpierw chemia, a potem jak guz się zmniejszy to pozbycie się go). Nam od początku lekarze odebrali złudzenia, a ja mimo to uwierzyłam, że się da... I nie mam zamiaru się poddać, nawet jeśli karmię się złudzeniami:)
 
Donkat, Maraniko, bardzo smutne wieści czytam z rana :-(:-(:-(:-( I co ja mogę więcej napisać? Życzę Waszym rodzicom, by jednak wygrali te batalie.


A u nas choróbsko. Ja zakatarzona, Maciuś coś pokasłuje. Dziś mam wolne, więc został ze mną w domu.
 
witam
Majandra dużo zdrówka dla Ciebie i Maciusia
a jak pozostałe chorowitki???
u nas niby ciepło słoneczko świeci ale wiatr wieje....zabieram się za jakies porządki bo bajzel mam:zawstydzona/y:
 
witam
Majandra dużo zdrówka dla Ciebie i Maciusia
a jak pozostałe chorowitki???
u nas niby ciepło słoneczko świeci ale wiatr wieje....zabieram się za jakies porządki bo bajzel mam:zawstydzona/y:


Adaś lekko smarcze, ale lekko...... Maja wstała z bólem brzucha, potem na kibelek i rewolucja............. więc została w domu a Adaś w przedszkolu.
 
reklama
Brzydko znowu, bleee Mati niby w miare, tzn. po 8 mial 37.2,a wczoraj po 23 naszlo na 38.3 Kicha i katar robi sie wiekszy i zielony. Jak wytarl sam nosek to pol buzi mial w glubach. Siedzi w moim lozku. Do kiosku musialabym podskoczyc. Ale mam lenia, ja pierdziu! O, przypomnialo mi sie, majeranek musze zaparzyc mlodemu
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry