Hej kobietki!!
Fajnie, Ze Wam
Aguś i
Monia miło minęły te dni.
U nas nie było tak fajnie, poza tym, że Julitce ładnie wyszedł występ z tańców i niunka była szczęśliwa.
Weekend nam minął pod znakiem chorób. Pawel przyjechal napoczety przez przeziebienie. Ale on sie jakos wykaraska.
Gorzej bylo z Dzipsim...w efekcie dzis rano dostalam telefon z przychodni, gdzie byl od soboty, ze zdechl

(((( Zaczelo sie od tego, ze w piatek po pracy byl taki dziwnie gruby i wybrzuszony. myslalam, ze to przed kosci, ktorymi tesc ich uraczyl w czwartek, zeby zadoscuczynic po tym wypadku. Pojechalam do najblizszego weterynarza i on tez przyjal, ze to bardziej moze byc od kosci. Kazal masowac, dal leki, kazal robic lewatywy itp itd.a jak sie nie poprawi, to operacja. Meczylismy tego psine przez sobote tymi zabiegabi, ale efektu nie bylo. W koncu wieczorem pojechalismy do kliniki zwierzecej, gdzie przeprowadzaja zabiegi i maja wszelki sprzet. Do glowy mi nie przyszlo, zeby wspomniec o tym wypadku, tylko przedstawialam caly czas wersje z ewentualna koscia w przewodzie pokarmowym. Zrobili RTG i nic nie wyszlo, potem USG, chcieli wlozyc sonde do odgazowania. Potem jednak zrobili operacje, bo okazalo sie, ze to byl plyn w tym brzuchu a nie gazy. No i jednka przyczyna mogl byc uraz podczas wypadku. Podczas operacjiokazalo sie, ze jelitka byly biale, jakby martwe. Po zabiegu wczoraj czul sie dobrze, a dzis rano mowili, ze dlugo nie pozyje, no i o 9.10 zadzwonil weterynarz, ze Dzipus zszedl

(((((( Szkoda mi gamonia, bo taki rozkoszny byl! Lobuz jakich malo, ale sama slodycz!!!!
Nie wiem, jak to powiem Julitce. Ona tak przeyzwa te swoje (i nie tylko) zwirzaki!!!! Nawet w sobote nie chciala z nami ejchac do tej przychodni, zeby nie patrzec na ewentualne zabiegi i cierpienie....