Ło boshe, co dzień kretyński... Z małżonkiem trochę lepiej, ale nadal mnie wkurza i jestem sfochowana. Teraz zamiast zostać ze mną i mi trochę pomóc w domu, to zabrał się i poszedł z Kubą na basen. Nie ma go od 16:00, a ja przez to marudzenie Tymka jestem na etapie wyboru najlepszej metody samobójstwa





;-)
Padam na ryjka, nie wiem, czy to ta pogoda kijowa tak na mnie działa? Miała przyjść dzisiaj do nas koleżanka z mężem i córką, od pół roku się umawiałyśmy, a ja kazałam ślubnemu odwołać spotkanie, bo nie mam dzisiaj ani sił ani ochoty na gości. Chałupa też zarasta, bo Tymek nie dawał mi dzisiaj zbyt wiele czasu na nic, nawet moje dzisiejsze występy na BB upływały przy akompaniamencie jęczenia i zawodzenia mojego synalcia. Och, jak ja nie cierpię tego marudztwa


Jak mi znowu odwali numer i obudzi się koło północy, to chyba wyskoczę przez okno...
Tygrysku - ja od dawna mam cię za pracoholiczkę;-). Jak byłaś w ciąży i siedziałaś w domu to cię nosiło, że aż normalnie w szoku byłam. A to ogródek, kopanie, hakanie, plewienie (w 9 m-cu ciąży


), a to pichcenie, pieczenie ciast, kombinowanie deserków dla Szymka, latanie po lekarzach, sprzątanie, mycie, pranie... Dosłownie zawsze coś. Czy ty kiedyś odpoczywasz? Ja się nie dziwię, że nie masz już sił brykać na ogonku:-), też bym nie miała. Podziwiam cię i jednoczesnie martwię się, żebyś nam się nie zaharowała przypadkiem. A w pracy korzystaj ze słodkiego nieróbstwa, póki możesz, bo tak jak piszesz, niebawem hieny wyczają, że się nudzisz i jak ci dokopią roboty, to nie będziesz wiedzieć jak się nazywasz

Larcia - heh, jakiś kłótliwy dzień był wczoraj

. U nas zaczęło się od tego, że mąż wyszedł dosłownie na 15 min. po recepty do przychodni i nie było go przez dwie i pół godziny. A bo to recept jeszcze nie było i musiał czekać, a to potem wpadł na 15 minut do znajomej do szpitala razem z jej facetem i się zasiedział, potem w aptece kolejka, a to szukał smoczków na mieście... A ja siedziałam jak ta dupa z marudnym Tymkiem i już miałam dość wszystkiego. Potem jak się młody obudził ok. północy a ja nie widziałam na oczy ze zmęczenia, to stwierdził, że mam się zająć swoim dzieckiem, bo on ma zamiar się wyspać do pracy, a ja mogę sobie potem w dzień odespać. Ooo, tu już mnie wkurzył na maksa. Myślałam, że się zapluję ze wścieku. Nie spodziewałam się po nim, że jest takim samolubnym burakiem. Jakby nie wiedział, że w dzień z dwójką dzieci mogę sobie tylko pomarzyć o drzemce, bo nawet jak dzieci zasną, to ja muszę latać na szmacie, prać, sprzątać i obiadek gotować dla jaśnie pana męża


.
Carioca - na razie mieszam mu z Humaną i jakoś pije. Jutro zmniejszę ilość Humany, zobaczymy, czy zaskoczy. Nie wiem, czy to od Nutramigenu, ale na buźce dostał czerwonych "rumieńców". W sumie chyba zaczęło się po jabłku... Już nie pamiętam


. Wiesz co ten nasz gastroenterolog stwierdził na temat Humany? Że to mleko dla dzieci,których mamusie chcą z nich zrobić vegetarian (wersja łagodna).
Nuśka - ja nie chciałam na ciebie nakrzyczeć... :-

-

-( Po prostu mam dzisiaj nastrój do d... i pewnie to trochę czuć w moich postach... Niemniej jednak mniej więcej chodziło mi o taką twoją reakcję;-). Zła mama, ot wymyśliła
Blimka - szkoda, że z tą przeprowadzką się sprawy komplikują. Trzymam kciuki, żeby jednak małżonek stanął na wysokości zadania i zabrał się za szukanie mieszkanka, a przede wszystkim kupił auto, bo bez tego trudno będzie się rozglądać za nowym lokum.