hmmm...chyba dobrze, przynajmniej tak twierdzi. Jest bardzo wspierający, chętnie się bada, generalnie ciągle podkreśla, że ja jestem najważniejsza i że jak nie będzie dzieci to trudno. że woli mnie normalną, przy "zdrowych zmysłach" (a wierzcie mi zdarzało mi się robić 2 testy dziennie..) i bez dziecka, niż zafiksowaną tylko na poczęciu potomka. A ja z tej wielkiej miłości do niego jakoś nie umiem zabrać się do tego tak "podręcznikowo". Np. nie wyobrażam sobie, żebym leżała z nogami do góry (absolutnie nie oceniam jeśli ktoś tak robi), bo czułabym się tak, jakbym myślała - "dobra, może dla Ciebie to ja jestem najważniejsza, ale ja chcę mieć dziecko". Więc czas sobie płynie, budujemy nasze "fundamenty", spędzamy razem dużo dobrego, naszego czasu i wierzymy, że kiedyś na tych "fundamentach" coś powstanie. A jak nie...ciągle będziemy mieć siebie.