Witam,
pozwólcie że dołączę do tego wątku, od roku staramy się z mężem o dzidzię, mój gin stwierdził pcos, na początku walki dostałąm Clo, duphaston, metformax niestety na clo moje jajniki w ogóle nie zareagowały, nie było żadnego pęcherzyka, po zwiększonej dawce clo niestety to samo, pełen optymizmu gin przepisał mi zastrzyki Gonalu F, ehh jakie było rozczarowanie jak na usg okazało się że z gonalem też jest ciężko, wyhodowało się kilka drobnych pęcherzyków, no nic zwiększyliśmy dawkę gonalu....pojawił się mały sukces 21 mm pęcherzyk, ale była radość że w końcu coś się ruszyło ku dobremu



wszystko zgraliśmy w czasie i poleciałam na inseminację, z wielką nadzieją czekaliśmy na II kreseczki.....niestety kolejne rozczarowanie IUI nie powiodła się, gin niestety stwierdził, że nie wie już jak mi pomóc bo tak opornej pacjentki to już dawno nie miał, zaczął coś wspominać o in vitro....w tym czasie znajomi polecili na jedna Pani doktor z Poznania, która zajmuję się pcos i leczyli się u niej przez kilka lat aż w końcu doczekali się dwóch ślicznych bliźniaczek.
Jutro jedziemy do Poznania.....pojawiła się kolejna nadzieją na nasz mały cud......
U mnie pcos objawia sie nadwagą, cykle mam w miarę regularne 30-35 dniowe jedynie ostatni było rekordowy 51 dniowy.....jeszcze nigdy takiego długiego nie miałam, również mam problemy z owulacją.