Amerie, kochana - chyba Leosie tak dostają w pakiecie z imieniem ;-) Mój też słodko w nocy śpi, choć powiem Wam że ostatnio apetyt mu bardzo rośnie. O ile wcześniej jadł tak przez 20-30 minut łącznie w nocy to teraz spędzam z oczami na zapałki jakieś 1.5 - 2 godziny. Na szczęście mamy to dostawne łóżeczko więc wystarczy tylko sięgnąć na śpiocha ręką i zgarnąć Leonarda do cycusia ;-) W dzień też pozwala Mamuni pogrzebać w internecie, poprasować itp.
Nie wiem czy to kwestia herbatki z kopru (zwykłej herbapolu, nie hipp) ale kolki minęły - cały czas odpukujemy, oczywiście. Ostatnio codziennie jeździmy na wycieczki samochodem, z Maluchem oczywiście - Leoś lubi to ale dość długo adaptuje się, tzn. zasypia - ale jak już zaśnie to można z nim wszystko robić - przy trzaśnięciu drzwiami - zero reakcji. Doskonale usypia go muzyka, którą znał z czasu ciąży (koncert DM) oraz audiobook - słuchamy Larssona, ostatniej części - dwie poprzednie też słyszał w brzuszku więc poznaje głos lektora :-)
Co do pomocy najbliższych - korzystamy z niej tylko wtedy kiedy musimy, tzn. zostawiamy Leonarda z teściową jak musimy coś załatwić. Np. wczoraj była taka sytuacja - była rocznica śmierci naszego ukochanego psa i musieliśmy pojechać go odwiedzić. oprócz tego typu akcji - ze wszystkim radzimy sobie sami. Od pierwszego dnia, ani razu teściowa nam nic nie poprasowała, wyprała itd. Oczywiście chęci, z jej strony były - po prostu stwierdziliśmy, że na razie nie ma takiej potrzeby. Czasem tylko ugotuje jakiś obiadek dla siebie i coś tam nam podrzuci (a gotuje nieźle - typowo polska kuchnia, więc i tak niestety na niezbyt wiele mogę sobie z tego pozwolić).
Pozdrawiam wszystkie Mamusie i Mamusie z nierozpakowanymi prezencikami też :-)
Ach - i jeszcze jedno - niestety mam wrażenie, że przy cc jakoś mnie jelitowo słabo do kupy pozbierali :-( Od wyjścia ze szpitala (ponad 2 tygodnie temu) załatwiłam się - i to w bólach - jakieś pięć razy. Mam wrażenie, że coś w środku mnie blokuje. Jem takie rzeczy, które wcześniej pozwalały mi normalnie korzystać z toalety, a teraz nic. Na szczęście kilogramy spadają, ale problem jest - delikatnie mówiąc - irytujący.