Cześć dziewczyny. Mam nadzieję, że u Was tydzień zaczął się bardziej optymistycznie niż u mnie. Moja walka z cukrem trwa. Nie jest tak łatwo jak myślałam. Najgorsze jest pilnowanie czasu posiłków i mierzenie cukru o stałej porze. No i z wynikami raz jest lepiej, a raz gorzej. Czasami sama już nie rozumiem, dlaczego poziom cukru mam identyczny po wypiciu kilku łyków zupki, po zjedzeniu sporego kawałka domowej pizzy i po zjedzeniu jogurtu i banana! No i nie jest on najniższy - wczoraj praktycznie cały dzień 130 bez względu na to, co zjadłam...(a mogę mieć max 120). Oczywiście odstawiłam wszelkie słodkości i produkty z białej mąki, kupiłam ciemne makarony, ryż, pieczywo i mnóstwo warzyw - no i co z tego, jak chyba nie umiem z tego wszystkiego korzystać! Do tego naczytałam się o możliwych zagrożeniach dla dziecka i mam już dosyć! Muszę dociągnąć te pomiary do czwartku - pójdę do gina z wynikami i zobaczymy, co on na to powie. Na razie jestem w dołku...
Skąd to cholerstwo się wzieło! Nie jestem otyła, nie miałam problemów z cukrem, nikt w mojej rodzinie też nie miał...Ech... :-(