hej Dziewuszki:-)
ale u nas zmroziło

no w końcu!!! pa pa wszystkim wirusom i bakteriom!!!! Ja już rano zdjęłam firanki w kuchni, pomalowałam sobie parapet...ale spoko, 5 minut mi to zajęło, więc nie nawdychałam się farby;-)
zuzanko wiesz, tak sobie wczoraj myślałam o Tobie, a tak mnie jakoś wzięło;-) ;-)no chodzi o tą sytuację, co ja bym zrobiła...puścić ją? nie puścić? zaufać? i tak sobie pomyślałam, że ja bym ją puściła. Tak dla sprawdzenia co się wydarzy. Nie da rady cały czas kontrolować, zabraniać, bo to się odwróci przeciwko Tobie. W końcu sama kiedyś zwieje i dopiero się narobi. Pewnie gdybym jej pozwoliła, to wydzwaniałabym kilka razy sprawdzić czy aby nie poszły "na miasto", czy nie słychać dużo osób itp. U mnie w domu, ogólnie panowało zaufanie...albo może nie wtrącanie się za bardzo co się u nas (dzieci) dzieje...Przeważnie jak chciałam gdzies iść, czy to na imprezę, czy spać u koleżanki;-) to mnie puszczali. Nieraz się dziwiłam, że mi się udało, bo np. wymyśliłam taki przekręt, że szok!!! a mama nic, ok- możesz iść!!! teraz jak sama mam być mamą wiem, że nie będę napewno taka łatwowierna jak moja mama. I aż tak nie będę ufać dziecku. Na szczęście nic poza tymi małymi kłamstwami nie robiłam złegoi nic się nie stało, ale mogło. Dużo zależy od małolata, jak w miarę rozumny, to można na więcej pozwolić i nawet jakby ktoś inny coś złego robił, to ten nasz nie da się tak łatwo w to wrobić. Choć czasem się nie udaje. No ale nikt nie powiedział, że łatwa jest rola rodzica...czy to tego prawdziwego czy "przyszywanego";-):-) A Twoją Małą toja "znam" z Facebooka

widziałam zdjęcia, chyba dane przez Twoje siostry...i tam jest opisane kto jest kto;-) Nooo i taka Mała to ona nie jest

oj
Muma skąd ja znam te klimaty

w niedzielę mój ojciec do mnie dzwonił, cały "rozanielony", przeszczęśliwy, uradowany...a ja zapierniczałam przy sprzątaniu po remoncie. O jak mnie nerwa wzięła!!!! mówię do niego, słyszę, że u ciebie jak zwykle wszystko dobrze, ty tam niczym się nie martwisz, nie przejmujesz, czas ci mija od spotkania z kumplami do następnego spotkania. Coś tam zaczął mamrotać, ale strzeliłam słuchawką i tyle się nagadałam z nim. Ale powiem Ci, że od razu mi się lepiej zrobiło, bo pomyślałam to samo co Ty,czyli jak on taki wesolutki, uradowany to znaczy, że nie jest mu źle!!!! a ja się bedę przejmować?!!! mną nikt się nie przejmuje jak ja sobie daję radę, to ile ja mogę??? No takie to życie pochrzanione czasami...nie wiem czy Ktoś tam na górze to i widzi i nic nie robi???? ehhhhh
Dobrze, że Ci ulżyło po tym telefonie. Nic jej nie poradzisz, jak sama nie będzie chciała się zmienić. A to co wygaduje np. na temat Twojej opieki nad dziadkami, to puszczaj mimo uszu, bo każdy normalny, myślący człowiek popuka się w głowę jak to usłyszy. A Olkowi zapodałaś jakąś tabletkę nasenną???


czy zapadł w sen zimowy???
Idę sobie herbatkę rumiankową zrobić. Zaraz tu wrócę
aaa
zuzanka jak tam sytuacja na froncie? @ rozkręciła się wreszcie zmora jedna????