Nikt mi nie pomaga

Moja babcia pomagała mi przy pierwszym dziecku, bo wtedy się jeszcze uczyłam, ale teraz ma już 77 lat więc przeszła na całkowita emeryturę nawet od prawnuków

Moja mama jeszcze pracuje więc tez za bardzo nie ma czasu.
Wszystko jest kwestią zgrania w czasie.
Dopóki mogłam, jeżdżąc na rehabilitacje z Aleksem zabierałam tez Mateusza (starsi wtedy byli w szkole) ale jak zaczeły się upały, a w tym czasie byłam w ciąży z Szymonem, już nie dawałam rady.
Wtedy z Aleksem zaczął jeździć mąż (tak jest do dziś) ośrodek musiał nam przebukować godziny reh z południa na 7:30 rano a pracodawca męża musiał się pogodzić z tym że będzie przychodził do pracy później a w razie wizyt u lekarzy wolne.
To była nasza największa trauma ale na szczęście spotkaliśmy się z dużą wyrozumiałością innych ludzi i jakoś się kręci;-)
A co do codzienności to są lepsze i gorsze dni, czasami wszystko pięknie się układa jak w zegarku a czasami to już nie wytrzymuje i zasypuję męża smsami "o której kończy prace?"
Mam dużo szczęścia że mi się taki chłop trafił co jak przyjdzie z pracy to jeszcze po obiedzie zmywa

, pomaga przy kąpieli dzieci i kolacje do łóżka podaje;-)
Ostatnio jak szłam z dziećmi na spacer to nawet pasy w wózku tak przygotował żebym po posadzeniu maluchów nie musiała ich wyciągać spod pleców czy tyłka dzieci, jak to moja mama zobaczyła to myślałam że sie kobieta przewróci


