ja czytam powyższe posty, to czuje, ze nie jestem sama. a wielkie szczescie mieszkamy osobno, bo chyba bym zwariowała. moja mamę jeszcze zniosę, ale teściową o nie! chociaz dobra z niej kobieta-przed ślubem bardzo ją lubiłam, ale po urodzeniu Milenki wszystko się zmieniło. Fakt-pomogła mi bardzo, bardzo dużo- gdy mila była malutka-pisałam pracę magisterską-3 razy w tygodniu jeździłam na uczelnię, wtedy pilnowała jej. Jak córka była mała to raczej trzymała się moich wytycznych (poza noszeniem, kołysaniem-np. nauczyła ją zasypiania tylko przy piosenkach, ja do muzykalnych nie należę, no i musiałam fałszować), ale im dziecko było starsze tym gorzej. Ona wie wszystko najlepiej, nie liczy się z moim zdaniem-przez co ja tracę autorytet w oczach dziecka, a najgorzej mnie wkurza jak cały czas ją karmi tłustymi zupami, ziemniakami, słodyczami (ba! żeby jej chociaż zęby umyła!). Wkońcu ograniczyłam kontakty maksymalnie-prawie do zera, wykręcam się, że nie mam czasu (ona hrabianka przecież się nie pokwapi!), że zimo itp. niestety mój mąż uważa ze przesadzam, no i nigdy nie stanie w mojej obronie, a ja wychodziłam na idiotkę. jak narazie nie muszę pracować (wole biedniej żyć niż znosic tą babę) i nie mam zamiaru denerwować się oglądając co ona wyprawia z moim dzieckiem.