To bardzo fajne co piszesz. I fakt, z czasem też to do mnie dotarło, że facet czuje się odpowiedzialny i czuje, że spoczywa na nim ciężar (teraz 2x wiekszy) i może boi się tak samo jak ja. Ale wiesz, działanie hormonów nie do końca można poskromić. Ja pamietam, że sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje. I wcale nie był to pierwszy trymestr, a właśnie drugi, ten opisywany wszędzie rzekomo najcudowniejszy czas. A ja wtedy miałam doły i myślę, że też mojemu mężowi trudno było się w tym odnaleźć. I pamietam, że przeszło mi to tak szybko jak się pojawiło. I pamietam, że długo (tzn kilka tyg.) musiałam się oswajać z myślą, że jestem w ciąży, czułam się nieswojo we własnym ciele. Potęgowały to mdłości, nadwrażliwość na różne zapachy, faktury (np ubrania..)Gdzieś czytałam, że organizm traktuje zarodek jak intruza, stąd podwyższona temperatura i ogólne złe samopoczucie. Ech, z ciałem dzieją się nieprzyjemne rzeczy i pewnie stąd też niechęć do bliskości.
Różnie sie przeżywa ten początek, może to nie tylko hormony, ale i lęki i podświadomie odbiera się mężczyznę jako ich sprawcę (i lęków i tych rzeczy, których się boimy), stąd "odrzucenie". To taki aspekt psychologiczny ;-)
Na pewno minie z czasem. Mnie przeszło w 100% po pierwszym USG... ;-)