Witajcie,
znowu trochę minęło od mojego ostatniego wpisu, ale jakoś nie miałam do tego głowy. Miałam ostatnio jakies dziwne plamienie i pojechaliśmy na IP, tam się okazało, że w sumie już nic z tego plamienia nie ma (na szczęście) i kazali mi wrócić do domu i leżeć, leżeć, leżeć a jakby się miało powtórzyć, no to wtedy przyjechać. Pokazali mi moje kochane maluszki na usg co mnie też uspokoiło, że jest wszystko dobrze, niemniej jednak nie wiadomo skąd się to wzięło. Ale teraz leżę, nic nie robię, nawet obiadów nie gotouję i jakoś muszę przetrwać do wizyty u swojego lekarza, która za niecałe dwa tygodnie.
Co do samochodu - to też myślimy o zmianie - nasz co prawda mały nie jest, ale bez klimy i ma swoje lata. I tak myślimy o Zafirze, ale chcemy ją kupić dopiero na wiosnę, choć maluchy urodzą się wg terminu w lutym (pewnie wcześniej, choć kto wie). Trudno na początek damy radę z tym naszym, wózek poskładany powinien wejść do bagażnika, tyle że nie wiem co z gondolami wtedy zrobimy

chyba je na dachu będziemy wozić...
na te faworki mi też przyszedł smak, ale skoro ja i tak nie mam teraz wstępu do kuchni to muszę poczekać na lepsze czasy.
Gienek, tekla, katka - jak tam z ruchami? ja czasem czuję już ciut wyraźniej, ale nie są to soczyste kopniaki, a co najwyżej łaskotanie ale też niezbyt często, czasami, raz lub dwa razy na dzień. U mnie mają dużo miejsca, a i warstewka tłuszczyku pewnie mi nie pozwala na takie czucie ich jakbym chciała
