Witam wszystkie jeszcze nierozpakowane ale i te rozpakowane także !!!
My już jesteśmy we czwórkę - razem z mężem
28.01.2010 godz. 11.19 Julka (10 punktów)
godz. 11.20 Majka (10 punktów)
Nie obyło się oczywiście bez komplikacji ....
Leże w jeszcze w szpitalu. Trafiłam tu 22 stycznia z troszkę zmiękczoną szyjką i lekkimi twardnieniami. Po badaniu przyjęto mnie do szpitala na patologię. Od razu prawie dostałam fenoterol i tu zaczęły się problemy.
Dali mi łącznie 5 kroplówek od których wystąpiły skutki uboczne. Ręce jak delirka -ale to nie problem oraz łomotanie serca.
I tu zaczyna się nasza historia....
spłycenie oddechu, aż w końcu prawie duszności. Podwyższenie ciśnienia i opuchlizna. Krew pobierano mi z każdego miejsca na rękach - już nie mam wolnej żyły. Wiem co oznacza ból związany z pobieraniem krwi z tętnic (czterech) do gazometrii. Wezwano kardiologa i ekipę wszystkich możliwych specjaistów i zrobiono mi ekg, echo serca. Okazało sie, że mam wodę w lewym płucu, którą należy odciągnąć. A w międzyczasie skurcze! Lekarka, która nakazała natychmiast odstawić fenoterol wezwała swego szefa-profesora o 2 w nocy na konsultację. Podejrzewano zakrzepicę płuc a to jest
śmiertelne - jak to uslyszałam to od razu pomyślałam o Dziewczynkach i Mężu. Musialam się zgodzić na tomografię z Dziewczynkami - miała wykluczyć właśnie tę chorobę. pojechałam w ciągu 10 minut. Wykluczono - wszyscy odetchnęli z ulgą ale dla mnie problemy się nie skończyły. Skupiono się wtedy na sercu i płucach. Przed odciąganiem wody jeszcze rtg. Na wszystko zgody. Następnego dnia znowu badania, pobieranie krwi, werflony w rękach mam do dziś - dostaję jeszcze antybiotyk. Wnocy dostalam skurczy ibólów krzyża. Walczyłam dzielnie o każdą godzinę. Rano zrobiono mi badanie ginekologiczne i stwierdzono rozwarcie na 2 cm. 15 minut później byłam juz na cesarce. Wszystko poszło sprawnie, Dziewczyny cudowne, piękne, zachwycają wszystkich -muszę chyba kokardki zawiązać

Dziś dopiero odłączono mnie od aparatury monitorującej i wyjęto cewnik. Dostałam Królewny na chwilkę, przewinęłam i zaczynam walkę z laktacją.
Historia jak z innego świata przynajmniej dla mnie, ale gdyby nie wyposażenie i możliwości szpitala oraz wiedza profesorów i ludzi, którzy chętnie się mną od razu zajęli po - moim zdaniu - błędnej decyzji jednego lekarza - nie wiem jakby się to wszystko skończyło.
Ale szpitali tak będę polecać za obsługę, przyjazne nastawienie dla matek i dzieci oraz pełne zaangażowanie.

Może jeszcze napiszę później co i jak
