Rozyczka - no wlasnie... Coraz gorzej z tym noszeniem na rękach... Jeden o drugiego jest tak zazdrosny, ze jak tylko biorę któregoś na ręce do drugi dymi. Niestety moj Nikoś to straszny panikarz, położna która nas odwiedziła jak maluchy miały 10 tyg powiedziała, ze musi sam przestać ryczec... Ale on mi sie tak zanosi, ze robi sie bordowo czarny! Próbowałam kilka razy czekać, ale lapalam na ręce jak już tak strasznie sie zanosil. Dłużej nie mogę czekać bo sie boje... Po całym dniu jestem padnieta... Czasem nie mam kiedy zjeść śniadania. Obiadów nie gotuje już ze 2 tyg... Pranie z pralki wyciągam jak siostra albo mąż wracają z pracy... Niestety... Planowalam, ze sami bedą sobie leżeć, ale nie wiem nawet w którym momencie zrobiłam błąd. Trochę każdego wina chyba. Co niedziele mam teściów na łbie i cały dzień trzymają małych na rękach. W ta niedziele nie przyjdą, bo mąż zadzwonił do nich i powiedział, ze chcemy w końcu trochę odpocząć (sami pobyć z maluchami)...
Marcikuk - my tez planowaliśmy Polskę odwiedzić, ale samochodem to trochę za szybko chyba dla maluchów, a samolotem sie boje, ze bedą sie drzec, no i na pewno wozek będzie połamany, a nie chce kupować drugiego... Jeszcze nie do końca moj mąż zrezygnował z wyjazdu, ale ja już chyba tak... Szkoda, bo bardzo chcialam, zeby Moj tato zobaczył maluchów... On sam tu nie przyleci, bo sie boi. Dopiero raz był za granica (u nas), a do tego musiałam po niego polecieć samolotem a odwiezlismy go samochodem, bo akurat tez na wakacje chcieliśmy do polski zajrzeć. Dupa blada...