Elala Gratuluję!

Więc:
Wizyta czwartkowa - 16 maja - u lekarza, przed wizyta miałam regularne skurcze co 10-15 min. i lekki ból podbrzusza, no i dostałam skierowanie na oddział (rozwarcie na 2 palce), gdzie zostałam i dostałam leki rozkurczowe + sterydki -16 i 17 maja. 17 maja rozwarcie na 3 palce i skurcze. 18 maja i 19 skurcze ustąpiły. 19 maja dostałam ostatnio kroplówkę magnezu. A od 21:00 do 22:00 miałam skurcze co 7-8 min. i lekki ból podbrzusza. Nie wiedziałam, czy mam je zgłosić czy poczekać do rana. Mąż tyle co zdążył wrócić do domu (90 km dalej). Ale postanowiłam, poinformować o tym położną, która stwierdziła, że pewnie dostanę leki rozkurczowe, tak aby dotrwać do rana. Powiadomiła p. doktor, która mnie zbadała i okazało się, że było już 4 palce rozwarcia. Podpieły mnie pod KTG, może minęło z pięć minut i położna wpada na salę, że mam mieć cięcie (miałam mieć CC ze względu na wcześniejsza operację na macicy), że ona mnie spakuje i już mam jechać na porodówkę. Zdążyłam zadzwonić do biednego małżonka z info, że juz jadę na CC. ZOstawił chłopaków z babcią i popędził z powrotem do mnie. Oczywiście nie zdążył. Dotarł jak ja juz byłam na swojej sali a dziewczynki na OIOM-ie.
No więc wszystko było na cito, ogolnie straszne zamieszanie, wypełnianie papierów, masa pytań od położnych lekarzy. Starałam się być jedyną niezdenerwowana osobą w sali i odpowiadać na setki pytań. No. Dotarłam na sale operacyjną i dostałam przed znieczuleniem delirki, nie moglam opanować drżenia ciała. Położyłam się, nie miałam czucia, lekarz zaczął ciąć. I do tego momentu bylo okej. Później czułam dłuugie szarpanie, jest, usłyszałam krzyk przerywany bulgotaniem, lekarz pokazał małą na ułamek sekundy. Powiedziałam, ale Ona jest malutka. Łezka mi się w oku zakręciła. Za chwilę powtórka, szarpanie z drugiej strony ciała, krzyk z bulgotaniem i znowu mała istotka, i łezka w oku. Obie niunie były zwinięte w kłębek i całe we krwi. Nie wiem dlaczego akurat o tym pomyślałam tzn. - zaskoczona byłam totalnie ciemnym kolorem włosków dziewczynek. Pierwszy mój mały był złotym blondynkiem a drugi bialutkim jak gołąbek. No i kruszyny powędrowały w ręce neonatologów, ale ja juz ich nie widzialam. Starałam się przeżyć resztę cesarki. Nieprzyjemne to było dla mnie uczucie. Później czułam ucisk w brzuchu, chyba wyciągali krew gazą, bo dużo tego rzucali na podłogę. Po tym znowu paskudny ucisk na mostek i brak możliwości nabrania oddechu. Mówiłam, że nie mogę oddychać, anestezjolog na to, że to normalne i trzymał palce na przegubie, sprawdzając mój puls. Pomyślałam, że najwyżej zemdleję na stole z braku tlenu, hehe. Jeszcze pojawił się odruch wymiotny, ale na szczęście kolację jadłam 6 godzin wcześniej, dostałam leki przeciwymiotne i szybko przeszło, uff.
Myślałam, że czekają mnie dwa szarpnięcia i już... A tu jakieś 30-40 min. szarpania, ciągniecią, ucisków, nacisków, hehe.
No i odwieżli mnie na salę 3-osobową. Gdzie przywieźli dziewczynę po sn., która też 19 maja była ze mną piętro niżej na patologii i pojechała rodzić wieczorem. Okazało się, że urodziłyśmy nasze córeczki o tej samej godzinie, tj. 23:05. Z tym, że ja jeszcze drugą o 23:07. No i kroplówki już na sali, monitorowanie.
Jak już małżonek dojechał do szpitala pozwolono mu na chwilę zobaczyć dziewczynki i zrobić im zdjęcie. Później jeszcze do mnie Go wpuścić, pokazał mi zdjęcia dziewczynek i musiał już iść, ze względu na porę nocną.
Wstałam o 6:00, mąż wtedy przyszedł i pomógł mi się wykąpać. Zawiózł mnie na chwilę do kruszynek, które były podlączone pod kroplówkami i sondami, leżały w zwykłych wózeczkach pod lampami. Lilla ~ 2310 gr i 46cm, 9 pkt, -1 za sinicę obwodową, Maja ~ 2390 gr i 49 cm, 8 pkt. -2 też za sinicę i nieprawidłowe napięcie mięśniowe.
Ponieważ nie było jeszcze wyników badań na GBS, dostały antybiotyk na kilka dni, kroplówki tez miały z tydzien, ponieważ zwracały pokarm. Od początku jedzą przez sonde, ponieważ nie potrafią skoordynować ssanie z połykaniem. Właściwie tylko z tego powodu leżą jeszcze (10 dni) na OIOM-ie. Lilla już nieco załapała jedzenie z butelki, Maja niestety ma z tym problemy. Najprawdopodobniej wyjdą dopiero za tydzień, o ile zaczną jeść z butelki, jeszcze czasami im sie ulewa, no i lecą z wagi.
A ja w sobotę wróciłam do domu, więc byłam na Komunii syna, z czego się bardzo cieszę. Do dziewczynek jeździmy raz na kilka dni, ze względu na odległość. Rozkręciłam laktacje na tej jeżdżącej Medeli, w szpitalu zanosiłam pokarm, teraz czekam jak dziewczynki wrócą. U mnie poza ty doły i doliny. Starałam sie być silna, ale jednak bolalo serce przez te 6 dni, gdy leżałam z innymi mamami, które miały dzieciaczki przy sobie a ja zaledwie miałam swoje może ze 3 razy na rękach. Siostry nie chciały dawać maluchy na ręce ze względu na to, żeby nie zwróciły pokarmu i wkłócia, bo żyłki im szybko pękały. Rączki, stópki i gówki miały fioletowe o igieł. Mam dni, że zbiera mi się na płacz. No, ale jutro jedziemy do dziewczynek i mamy nadzieję, że Maja zrobiła postępy. Chociaż to i tak zależy od położnych, niektórym łatwiej jest podac po prostu sondę niż próbować karmić butelką.. Nie czuję jeszcze, żebym miała dzieci, ale mam nadzieję, że się to niebawem zmieni. Chłopcy też jeszcze nie mieli okazji zobaczyć sióstr, chociaż starszy jest zadowolony z obrotu sprawy, bo na Komunii był w centrum uwagi.. ;-)
W każdym bądź razie - z USG już po porodzie z glówkami wszystko w normie, tego sie najbardziej obawiałam.
A moja waga, mimo komunijnego jedzonka, spadła o ok. 11,5 kg w 10dni. Bezpośrednio po porodzie o niecałe 7 kg. Brzuch wygląda tak na 3-4 miesiąc. Rana już jest mało dokuczliwa. Szkoda, że nie miałam wycietej starej blizny, bo teraz to wygląda gorzej niż było. No cóż, nie bylo czasu, aby poprosić o to lekarza.
Zdjęcia postaram się wrzucić już wkrótce.
Chciałam napisac w miarę szczegółowo, bo wiem, że się na to czeka będąc jeszcze w ciąży. ;-)
Pozdrawiam :-)
P.S.
Dziewczynki urodziły się na 19 maja po 23:00 a 20 maja
34t 0d.
No i całą czwóreczkę mama z niedzieli..



