Hej dziewczyny,
ja we wtorek tak jam pisałam miałam stawić się u lekarza z walizka jakby co. Moje wyniki wątrobowe były beznadziejne, przekroczone 10-12x. Lekarz stwierdził, że nie możemy dłużej czekać. Miałam rozwarcie na 3 cm więc najpierw przebili mi wody i próbowali wywołać poród, niestety skurcze przyszły dopiero po 3h, lekarz zdecydował o cc. Znieczulenie zewnątrzoponowe też się nie udalo, wkłuwali się 4 razy i nic. No w każdym razie o 13:50 przyszła na świat Marysia 2050g i 8 pkt a o 13:51 Julcia 1980g i 10 pkt. Najgorsze było to, że po operacji nie mogłam wstać i widziałam je tylko przez chwilkę jak mnie przewozili z bloku do pokoju. Mąż porobil mi zdjęcia i w kółko je oglądalam coś tam majacząc. Dziewczynki od poczatku oddychaly same i ładnie jadly, przez 2 dni byly w inkubatorkach, a od wczoraj sa już na zewnatrz. Ja zostałam wypisana wczoraj, a maleńkie muszą jeszcze zostać do jutra, najdalej do poniedziałku. Nie mam mleka, ale mam nadzieje, że jeszcze dostane, od porodu minely dopiero 3 dni no i do mleka trzeba miec dziecko!
Po operacji bardzo spuchłam, wygladam jak słoń, nie mogłam zmieścić się w ciuchy, w których przyszlam do szpitala. Lekarz mówi, że to się zdarza, mam nadzieje, że niedługo przejdzie bo trochę mi to utrudnia funkcjonowanie, a całe dnie spędzam w klinice z małymi.
Cieszę się, że koniec końców wszysko dobrze się skończyło, że małe są zdrowe i że niedługo będziemy wszyscy razem w domu.
I przyznam się, że ich nie odrózniam jeszcze.................
Milutek: jeszcze raz gratulacje.