kbetina, gdyby wszystko w życiu było takie proste.... Widocznie nie miałaś aż tak! Bo ja to dokładnie sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Gdyby moja świadomość dopuszczała do siebie wszystkie myśli i wątpliwości to na pewno pogadałabym o nich z mężem. A tu wyrastały przede mną kolejne problemy, które wydawały mi się najważniejsze na świecie, dodatkowo dochodził strach przed brakiem akceptacji jak zacznie sie zmieniac moje cialo, ale to wszystko było gdzieś w podświadomości, głęboko ukryte, świadomość to spychała na dalszy plan, wiesz dlaczego? BO TAK JESTEŚMY WYCHOWANE, wszędzie się trąbi, ze ty masz byc szczęśliwa, a już w 18 tyg, to juz w ogóle, bo nie masz typowych ciążowych dolegliwości, po prostu sielanka się zaczyna! A jak mi zaczął właśnie brzuch rosnąć to zaczęły się problemy, w I trymestrze nie miałam jakichś szczególnych dolegliwości, pracowałam na normalnych obrotach, niby wiedziałam że jestem w ciąży, ale temat był jakby obok.
I to Twoja świadomość sama podsuwa ci takie absurdy, że niby masz jakiś problem (np. mąż Cię nie kocha, albo zdradza, albo się tobą nie interesuje) i to niby na tym trzeba się skupić i wyładować swoje emocje, taka walka z wiatrakami. I wydaje ci się że tak jest naprawdę, bo przecież dziecka chcesz, co prawda masz obawy, ale to nie takie ważne, a tu guzik. Problem jak sie okazuje jest głęboko w tobie i wynika z twojego lęku właśnie. Po prostu mnie umysł (hormony?)robił jakieś fatamorgany ;-). Dopiero jak sobie uświadomiłam w czym rzecz, pogadałam szczerze z mężem, powiedziałam mu że chyba mam problem i opisałam wszystko co powyzej, to rozeszły się czarne chmury... i wtedy dopiero dotarło do mnie, że on pewnie ma takie same obawy jak ja, a jeszcze musi znosić moje ataki absurdalne.
Ale już jest dobrze.... Wzruszę sie czasem z byle powodu i rycze jak bóbr, ale wyedy mąż mówi "o, znowu musiałaś sobie popłakać?", przytula mnie i jest git ;-)
A jak tam autorka wątku???