Zbieramy sie do zycia... Odebralismy dzis klucze do domu, nie mozemy stac w miejscu, trzeba sie zajac przeprowadzka. Dom... Trzeba bedzie sporo zmienic bo jest straszliwie po angielsku urzadzony, w dodatku mnostwo rzeczy to pozny Bierut-wczesny Gierek. Wieszak w przedpokoju straszy designe'm z szatni w mojej podstawowce np. Zostalo faktycznie troche mebli... Jedno podwojne lozko jest piekne, drugie to albo duzy singiel, albo dla dwoch szparagow, ale paskudne do bolu - nie szkodzi, mamy swoja ladna singlowke, to to sie wywali w czorty. Stol ladny, antykowaty, rozsuwany, do niego 4 krzesla - cenne bo nie mamy wlasnego. Mebloscianka w salonie... Taka gierkowata strasznie - dziekuje, postoje. Kiedy ogladalismy dom, zwrocilam glosno uwage na szydelkowe, ozdobne poszewki - takie same robila moja mama. Zastalismy stosik kilku takich poszewek zostawiony na meblosciance w salonie. I... w kuchni na polce paczuszka herbaty, torebka cukru, paczuszka kawy, kartonik mleka, paczuszka herbatnikow i koperta z ozdobna kartka, a w niej skreslone recznie: "Wszystkiego najlepszego w nowym domu." Jakie to mile! Rajmund mowil ze chcialby posadzic ostrokrzew - rosnie spory krzak w kacie ogrodu, juz jest. Mnie podoba sie wiciokrzew i prosze - rosnie przy garazu. Pod murem stoja skrzynki - tylko posadzic kwiaty. Groszek pachnacy rozklada sie pod plotem, krzaki roz wzdluz chodniczka przed domem... Trzeba je bedzie podeprzec bo klada sie na chodnik, ale kwitna wlasnie... Powoli marzy mi sie wywalenie tapet, pomalowanie scian, urzadzenie sie... Bedzie czym upchac beret zeby sie po nim nie rozpychaly mysli zle. Rajmund zaczal wywozic co nasze, bedzie ostra jazda teraz.