Majuska, tu wszystko jest "fuck", lub "fucking" wiec jak potrzebuje "poleciec po rajtuzkach" to po prostu mowie "fucking idiot". W sumie slowko to oznacza wszelkie odmiany pieprzenia, wiec poje...y bedzie identycznie. I zeby bylo smiesznie, to mozna nie gadac za dobrze w narzeczu tubylczym, ale jak wyjedziesz soczyscie (spluc sie nalezy przy tym) "fuckiem" to jestes zrozumiala i uznana za swego.
Z tym slowkiem mialam na poczatku niezla przygode. Bylam tu pierwszy raz, pojechalismy do Donna Nook, na plaze fok - od pazdziernika do stycznia rodza sie tam male foczki, miejsce jest nieziemskie. Wylecialam na wydme, Rajmund cos tam grzebal jeszcze przy aucie, jak zobaczylam te zwierzaki to nie wytrzymalam i wrzeszcze Rajmundowi ze sa foki, ze duzo fok, ze sliczne, i male foki tez, i samce fok sie leja... Jakas Angielka mnie mijala, popatrzyla jak na psi odchod co najmniej, obeszla szerokim lukiem... Zupelnie nie skumalam o co jej biega, poki na rogu ulicy juz w miescie nie zobaczylam mlodziana plujacego w telefon : "a, fok costamcostam... a fok..." Zawsze mi sie wydawalo ze to sie wymawia "fak". Z tym ze tu "poniedzialek" tez wymawiaja inaczej niz na kursach ucza - mowia "mundaj".
Flo, przyklad bajeczny, ale jakze prawdziwy.

Kiedys omawialismy zagadnienie ze znajomym Anglikiem na przykladzie slowa "samochod". W zdaniach. "Mam samochod. Jade samochodem. Siedze w samochodzie." Po trzecim zdaniu uslyszelismy "no, thank you."
Karol padl wczoraj po 10, wstal dzis po 9. I poki co nie chce jesc. Rozjezdza koty swoim 16-kolowcem. Musimy dzis podjechac do szpitala, upewnic sie ze scan kontrolny bedzie w piatek - jestem pewna ze cos zostalo... To sie zachowuje identycznie jak poprzednim razem, ciagle cos sie paprze jeszcze i to tak paskudnie. Gdyby bylo ok, to juz by bylo czysto.