Dziewczyny, piszę żeby dać nadzieję tym, które tego akurat potrzebują. Jakiś czas temu zalogowałam się tutaj, właśnie w poszukiwaniu nadziei i dobrych zakończeń historii, które wydawały się beznadziejne. Miałam równo 40 lat, jedno dziecko i ogromne pragnienie posiadania drugiego, ale przez szereg lat się nie udawało zachodzić w ciążę. Ginekolog do której zgłosiłam się z problemem,. zobaczyła wyniki nasienia mojego partnera i powiedziała, że z tym panem dzieci miec na pewno nie będę, a poza tym jestem w takim wieku, że lepiej żebym kupiła sobie psa, a nie myślała o drugim dziecku. Ile przeplakalam to moje, partner też nie wspierał, zwątpił w to wszystko. Paradoksalnie te chamskie teksty ginekolog zadziałały na mnie tak, że byłam zdeterminowana.jak nigdy wcześniej, żeby właśnie to dziecko mieć. Zapisałam się do kliniki leczenia niepłodności, i po różnych perypetiach - min. wycięcie polipa na macicy, zdiagnozowanie nowotworu i usunięcie jądra u partnera, metodą in vitro udało się uzyskać 3 zarodki. Pierwsza próba niestety zakończyła się poronieniem w pierwszym miesiącu, ale nie rezygnowałam, poszłam za ciosem i drugi transfer okazał się szczęśliwy. Miesiąc temu urodziłam wyczekanego, upragnionego synka, moja córka ma braciszka a ja jestem przeszczęśliwa. W trakcie ciąży skończyłam 43 lata.
Chcę tylko powiedzieć żebyście się nie poddawały i dopóki jest cień nadziei to działajcie. Ja byłam w pewnym momencie na dnie zwątpienia, miałam okresy manii i depresji na przemian, odchodziłam od zmysłów, wiedziałam, że czas ucieka. Trzeba jednak robić swoje. Synek wszystko wynagradza, jest moim cudem.