Zoyka - nie rozumiem, co w tym kontekście robi "piesek przy budzie". (Na "pieski przy budzie" reaguję zresztą alergicznie). Szelki w wózkach, nosidłach i bujaczkach nie służą złośliwemu ograniczeniu wolności osobistej dziecka, tylko zapewnieniu mu bezpieczeństwa. Moja przyjaciółka raz nie zapięła synka w foteliku samochodowym/ nosidle, bo "to tylko parę metrów". Dzieciak wypadł. Na szczęście obyło się bez poważnych obrażeń, ale mały przestraszył się, potłukł, miał guza na głowie,a ona o mało nie zeszła na zawał i do dziś wspomina to ze zgrozą. Dostałam od niej ten fotelik z załączoną historią ku przestrodze. Maks jest i będzie zapinany w szelki wszędzie tam, gdzie szelki są. Na pewno nie raz w życiu nabije sobie guza, przewróci się lub z czegoś spadnie, ale nie będę mu tego ułatwiać.
A dla zmiany tematu. Z cyklu dialogów rodzicielskich:
Występują: Florentyna ( F) i Mąż Florentyny (MF)
F: kochanie, pogadaj przez moment z Maksiem
MF: ale ja chciałem się właśnie zabrać do roboty...
F: A tyle było dyskusji...o facetach wychowywanych przez baby, o braku męskich wzorców, o przekleństwie nieobecnego ojca... I co, teoria teorią, a jak masz właśnie okazję pobyć przez 10 minut męskim wzorcem dla swojego syna to dupę w troki i do roboty, tak?
MF ( pokonany i przekonany, zwraca się do leżącego w bujaczku dziecka): YYYYYYYYYYYYYYY!!!!!!!!
Dialog 2, przez telefon. Osoby te same + ryczące dziecko (RD) w tle.
F ( jedną ręką pchając wózek, drugą usiłuje obsłużyć telefon, szczebiocząc do wózka) : no cicho, no nie wyj, ciiiiii, zobacz , dzwonimy do tatusia...
MF ( odbiera telefon siedząc w kancelarii prawnika z którym załatwia jakieś służbowe sprawy): Taaaak?
F: kochanie...
RD: Auuuuuu, Uaaaaaaa
MF: co mówiłaś?
F: kochanie, nie wątpię, że miło ci się konwersuje z panem mecenasem, ale słyszysz co tu się dzieje, mógłbyś się streszczać?
MF: Już po was jadę , a właściwie to gdzie jesteście?
RD: AAAAUUUUUUUUUUU
F: przemieszczamy się szybko w stronę najbliższego okna życia
MF: czekaj czekaj... a gdzie ono jest?
F ( przez zaciśnięte zęby): na Przybyszewskiego...
MF: To ja już wsiadam w samochód i jadę, może go zdążę przechwycić po drodze zanim go zdeponujesz w tym oknie...