Azula super okazja, widać, że cieplutki ten kombinezonik.
U mnie nie robią na łóżka, nie pamiętam kiedy się cos wogóle takiego przydarzyło....po prostu zamknięty kot siedział ileś tam godzin, no to musiał w coś w końcu narobić, kot się nie zesra na podłogę przecież..a Rudy generalnie jest bardzo spokojny i kompletnie niekłopotliwy, jakby go nie było...no to pokazał klasę dziś
..po latach kuźwa
..no mówię wam, jakieś takie dziwne rzeczy mi sie ostatnio przytrafiają, wyjątkowo nerwotwórcze, chociaż staram się jak moge, żeby nie dać sie ponieść wqurwieniu....
Zoyka..a bo ja nie wróciłam do tej machiny w której robiłam przez ostatnie ponad 10 lat, żeby dalej być "trybikiem" dla nikogo nic nie wartym...ja poszłam do gabinetu wet. na pomoc, na pół etatu....nie mam kokosów, ale za to psychikę zdrową będe mieć, a mam nadzieję że fryzjerstwo mi sie będzie rozwijać, więc jakoś finansowo wydolę;-)
Ollena mieszkamy w pierwszej wsi za Rzeszowem na południe, dosłownie przy tablicy z napisem , że koniec Rzeszowa jest, ale autobus jeździ jeden i to bardzo rzadko
Azula widzę, że edytowałaś z zapytaniem o Kłaczka, właśnie to samo miałam robić...gdzież ona się podziewa???
U mnie nie robią na łóżka, nie pamiętam kiedy się cos wogóle takiego przydarzyło....po prostu zamknięty kot siedział ileś tam godzin, no to musiał w coś w końcu narobić, kot się nie zesra na podłogę przecież..a Rudy generalnie jest bardzo spokojny i kompletnie niekłopotliwy, jakby go nie było...no to pokazał klasę dziś

..po latach kuźwa
..no mówię wam, jakieś takie dziwne rzeczy mi sie ostatnio przytrafiają, wyjątkowo nerwotwórcze, chociaż staram się jak moge, żeby nie dać sie ponieść wqurwieniu.... Zoyka..a bo ja nie wróciłam do tej machiny w której robiłam przez ostatnie ponad 10 lat, żeby dalej być "trybikiem" dla nikogo nic nie wartym...ja poszłam do gabinetu wet. na pomoc, na pół etatu....nie mam kokosów, ale za to psychikę zdrową będe mieć, a mam nadzieję że fryzjerstwo mi sie będzie rozwijać, więc jakoś finansowo wydolę;-)
Ollena mieszkamy w pierwszej wsi za Rzeszowem na południe, dosłownie przy tablicy z napisem , że koniec Rzeszowa jest, ale autobus jeździ jeden i to bardzo rzadko
Azula widzę, że edytowałaś z zapytaniem o Kłaczka, właśnie to samo miałam robić...gdzież ona się podziewa???
Ostatnia edycja:
Chyba wiele się na to złożyło, może ta cholerna pogoda i niskie ciśnienie, a na pewno też nerwy przez tą sytuację z koleżanką w pracy, tak to jakoś we mnie utkwiło, że już jechałam rano z niechęcią bo oczywiście cały weekend moje myśli krążyły wokół tego, wiem kretynka ze mnie, ale ja strasznie intensywnie przeżywam takie rzeczy.

