Melduje poslusznie ze my po i w szoku jestem. Po pierwsze w szoku jestem bo dogadalismy sie bez tlumacza, ale to duza zasluga lekarki jak sadze - pani czarna ze czarna, mowila moze nie to ze wolno, ale wyraznie - Anglicy strasznie belkocza, "ciapaci" mowia twardo, Azjaci to juz w ogole makabreska, a ona miala taka fajna, wyrazna dykcje. Poza tym... Karol rozrabial probujac przemeblowac jej gabinet, a ona go jeszcze podpuszczala.

Karol pokochal ja natychmiast w zwiazku z tym, z reszta zauwazylam ze on zupelnie nie dostrzega roznicy miedzy Europejka, zakwefiona muzulmanka, czy czarna zupelnie kobita pochodzenia afrykanskiego.
Co do konkretow, to tez jestem z lekka zaskoczona. Pani wypytala mnie dokladnie o przebieg dotychczasowych ciaz i porodow, po czym stwierdzila ze glowne przyczyny poronien to problemy hormonalne, genetyka (swoja droga zastanawialam sie przez chwile co maja spodnie do prokreacji poza tym ze w spodniach nie da rady) i wiek matki, ze po 45 roku zycia ryzyko poronienia wynosi 50% (hmmm... u nas statystyka opiewa na 75% poki co) i ze jedyne co moze w tej chwili zrobic, to skierowac nas na badania. Poniewaz poronienia wszystkie mialy miejsce juz kiedy bylam z Rajmundem, dostalismy skierowania na badania genetyczne, procz tego ja mam miec scan zeby sprawdzic czy warsztat na chodzie i mam zrobic badanie krwi w 5 dniu cyklu. Kurcze, cos mi swita ze sie w tym czasie ktores hormony robilo, ale nie pamietam dokladnie. No i procz kwasu foliowego mam zrec aspiryne na wszelki wypadek, a jesli uda nam sie zaciazyc, mam sie zglosic do gp, ktory powiadomiony przez nich ma nam zalatwic wczesny scan i ciaza bedzie monitorowana na poczatku co tydzien.