reklama

Ciąża po 40

losiczka - witaj, i mysle ze za samo samozaparcie i zapal powinna cie natura nagrodzic dziewczynka. Starsze matki podobno maja dziewczynki, wiec moze po prostu musialas odczekac.

klaczek - a ty specjalnie ta glowe golilas? Ja chcialam kiedys, zeby choc raz sie zobaczyc "na lyso" ale nie mialam odwagi.

Gosia - no wlasnie, my na takim samym etapie jestesmy. Jak tylko mnie cos nie tak zakluje to panikuje.
 
reklama
Ewa, tak, celowo. Historia prosta - mialam meska role i deficyt w rekwizytach, o ile biust mozna bylo zamaskowac bo gralam w gajerze, o tyle zywcem pasowala do roli lysa palka. Wlosy mialam dlugie, ekipa stwierdzila ze na pewno nie ogole, wiec tym bardziej ogolilam. Potem przez dlugi czas utrzymywalam krociutkie bo okazaly sie szalenie wygodne - 6-12mm po umyciu wystarczy recznikiem przeleciec i sa gotowe. W tym widzie poznal mnie moj Rajmund - mina bezcenna. Dzis twierdzi ze mam szlaban na golenie bo trzeba miec za co zlapac, ale mnie to i tak wszystko jedno, wiec dalam im urosnac dobrze za lopatki.
 
Dziś panika totalna po poniedziałkowym KTG :-(
Mldy sobie pokopał na szczęście a ja jak młody nie wywinie żadnego numerku to mam zgłosić się w szpitalu w poniedziałek lub wtorek rano ... i CC ... to w zalezności od tego u kogo chcę rodzić ...
ostatnie dni wolności ... a potem będzie tylko gorzej :-(
sorry ale jakoś mało rajcuje mnie myśl o macierzyństwie ... ciąża to małe miki :-D
 
Misia maciezynstwo to super sprawa co prawda jest wiecej roboty ale maluszek wszystko wynagradza , bedziemy cierpliwie czekac kiedy bedzie maluszek

Moja córcia cała noc przespała pojadła pogadała sobie troszke i dalej spi
 
dzien dobry kochane dziewczynki,

...przespalismy do 7.30.-,sloneczko sie przebija przez chmurki...zapowiada sie super dzien:-)

gosiu - przejrzalam wszystkie mozliwe portale pogodowe i w sumie nie bedzie zle,nie musi byc upalow ale najwazniejsze,zeby nie padalo...takze prosze trzymaj kciuki!!!

misia - to normale,jestes krok przed porodem...hormony...zobaczysz,urodzisz,spojrzysz,przytulisz ...zapomnisz o wszystkim...:tak:.jasne,ze sa chwile zwatpienie,wahania,mysl jak sobie dam rade etc...na poczatku trzeba bedzie wszystko zorganizowac,poprzestawiac caly dotychczasowy rytm zycia...ale wiesz dla kogo...dasz rade,bedzie cacy!!!
 
tiaaa
zabrakło mi słów ... bo jak tu dyskutować z Waszymi nader subiektywnymi odczuciami?????
Nie każdy w ten sposób to czuje, tak to widzi...
Ja widzę to inaczej i ani poród za dni kilka,ani burza hormonów na które, nie wiem czemu każda kobieta w ciązy się powołuje i usprawiedliwia cały zestaw zachowań, nie ma NIC do tego.
Mam prawo tak czuć i tak postrzegać macierzyństwo -to nie jest dla mnie ani mistyczne doznanie, nie czuję się częścią cudu.
Mam prawo tak czuć i milion spojrzeń tego nie zmieni...
 
Misia, masz racje - cale macierzynstwo to jedna, wielka manipulacja natury. Najpierw sam fakt jak wazny jest seks, potem jak juz, to co zarodek robi z organizmem matki... Czysty wyzysk i organizowanie wszystkiego "pod siebie" za pomoca hormonow... No i samo dziecko - przeciez jakby na to popatrzec obiektywnie, to brzydkie jest, zaplute, ciamajdowate (niepelnopsrytne jakies?;-)), wali w majty, samo za matka nie pojdzie tylko nosic trzeba, karmic, drze sie co chwile... Po prostu pasozyt! Jakby na to popatrzec logicznie, to nic nie usprawiedliwia checi obcowania z czyms takim. A jednak...
Co do rezygnacji z siebie - nie. Nie zgodze sie. Mozna sie realizowac bedac matka tez. Wiesz? Kiedys nie znosilam gotowania i niczego co wiazalo sie z kuchnia. Moje zycie to byl wieczny "wiatr we wlosach" i najlepiej czulam sie poza domem - motocykl, zagle, wypady autostopem... W domu sie dusilam, przy dzieciakach z reszta poniekad tez. Siadlam na tzw. tylku bo czulam sie odpowiedzialna za rodzine, za dzieci, ale malzenstwo bylo do d... (facet sadysta), bylo mi w nim zle i to przekladalo sie na caloksztalt samopoczucia w domu. Robilam co trzeba bo musialam, dzieci kochalam i kocham, ale mialy malo szczesliwa matke. POtem 15 lat bylam z nimi sama, wiec... Kanal. Nadal robilam co nalezalo, probowalam z roznym skutkiem ogarnac rzeczywistosc, ale na bazie poczucia odpowiedzialnosci - nie z jakas satysfakcja. Owszem, byly momenty zajedwabiste, ale jednak bylo szaro. Poznalam Rajmunda, jakos sie zaczelo i odkrylam ze zywot kury domowej z elementami samorealizacji poprzez prace bedaca jednoczesnie hobby, jest zupelnie fajny. Z dawnych spraw, zostal mi motocykl - lata cale nie jezdzilam, wrocilam do niego - poza tym siedze na tylku i... podoba mi sie gotowanie obiadkow dla kochanego mezczyzny, (nadal organicznie nie znosze sprzatania i to sie chyba nie zmieni), dlubanie godzinami tej mojej pracy, tryb zycia zupelnie osiadly. Nie czuje sie ograniczona. Przyjdzie dziecko... Wiem ze nas uziemi konkretnie, ze nawet motocykl na pare lat odpadnie, a przynajmniej wspolne, jakze przyjemne jazdy - trudno, etap przejsciowy. Jakby naturalna konsekwencja posiadania dziecia.:-D Ale i tak sie ciesze - mamy auto, wpakuje sie bajtla, pieluchy i zarelko w auto i mozemy sie bujac.
 
reklama
Polecam wywiad z panią rachel c.
"Kiedy rodzi się dziecko, wszystkie ulega zmianie, nasze wyobrażenie o świecie, o nas samych. Jakby ktoś wszedł do pokoju i wszystko w nim poprzestawiał. Ludzie wtedy panikują, ale starają się to ukryć. Więc udają przed sobą nawzajem, że ta zmiana wcale nie jest dla nich trudna. Chcą się wydawać spełnieni, szczęśliwi, zjednoczeni. Nie rozumiem tego, bo ja jestem inna, ale widzę, że ludzie to robią. Kobiety, szczególnie kiedy mają malutkie dzieci, lubią podtrzymywać w mężczyźnie to poczucie, że jest wolny i że może iść do pracy, a ona będzie czuwać nad domem i nad tym maleńkim dzieckiem, o które się tak bardzo boi. Szybko się też orientuje, że bycie matką i bycie kobietą to dwie różne sprawy, i często kobiety świadomie decydują się na to, że będą bardziej matkami niż kobietami. Tak jakby mówiły: 'Do widzenia, mój mężczyzno. Miłość do ciebie, opiekowanie się tobą to był koszmar. Bałam się twojej oceny, chciałam być chuda i piękna dla ciebie, ale się skończyło. Teraz już nie muszę. Mam to dziecko, które mnie kocha najbardziej na świecie, i ja też je kocham'. Wydaje mi się, że wiele kobiet dokonuje takiego wyboru. I same spychają się na straconą pozycję. Żegnają się ze swoją kobiecością.

Pani coś straciła, stając się matką?

Wszystko! Każdy traci wszystko. Traci się wolność, sposób, w jaki się żyło, kim się było. To doświadczenie śmierci, umiera twoje stare 'ja', ale potem się odradzasz. Myślę też, że dzięki temu doświadczeniu stajesz się bogatsza, bo wchodzisz do świata, w którym padają prawdziwe pytania o to, co dobre, i o to, co złe. Myślę, że o moralności można zacząć rozmawiać dopiero wtedy, kiedy stajemy się rodzicami."

Ja uwielbiam gotować ale niekoniecznie są to przecierane papki.
Jestem z tym samym facetem od 19 lat, gdyby nie złosliwy chichot losu życie nadal byłoby piękne :-)
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry