Kłaczek - to nie prawda, ja i mój mąż nie mamy zameldowania w Pl od kiedy stamtąd wyjechaliśmy. Ja jestem z Wrocławia (i taki był mój ostatni adres zameldowania). Alince i Kubusiowi polski akt urodzenia wyrabiała moja mama (jako babcia dzieci), ja tylko wysłałam irlandzki akt urodzenia do tłumaczki, mama go odebrała i oryginał aktu urodzenia (irlandzki) wraz a tłumaczeniem musiała złożyć w USC we Wrocławiu i polskie akty urodzenia odbierała dosłownie w tym samym dniu (nie było dużo interesantów, wiec 20 minut czekała na odbiór).
Niestety do nadania numeru PESEL w Polsce muszą być obecni oboje rodzice i mieć adres zameldowania w Polsce, jeśli takiego nie mają, to można to zrobić przez Konsulat (wtedy nadaje to USC w Warszawie) i jeśli słada sie o to wniosek wraz z wnioskiem o paszport dla dziecka to nie ma dodatkowej opłaty z tego tytułu, a jeśli chcielibyśmy osobno, to juz kosztowało to coś 25 Euro. Z tym, że musi być polski akt urodzenia dziecka.
Ollena - ale tak na prawdę to nie potrzebujesz nr PESEL, bo: jeśli to jest nagły wypadek to obowiązuje Europejska Karta Medyczna, a jeśli nie nagły, to i tak idziesz prywatnie i płacisz i wtedy nie musisz mieć nr PESEL. Skoro dziecko jest urodzone poza granicami polski, to nie ma automatycznie nadanego tego numeru i możesz go nie posiadać. Jak z małą Alinką byłam w Pl na USG bioderek (prywatnie) to bez problemu mnie przyjęli, do dermatologa i pediatry też.
Poza tym Ollena - nie bagatelizuj tego, że Mia często łapie infekcje. U nas w miejscowości u dwóch dziewczynek wykryto białaczkę, a tez zaczęło się od tego, że często chorowały. Nie zrozum mnie źle, to nie znaczy, że Mia jest bardzo chora, wcale nie musi, ale użyj tego jako argumentu u GP, żeby zlecił badania krwi i moczu. Im szybciej sie wyłapie jakąś chorobę, tym łatwiej ją leczyć.