Barbara, zdecydowanie bedzie zabawa bo na pewno w domu bedzie za cieplo jak na tutejsze wymagania. Nie dam rady inaczej bo po prostu marzne. Z reszta - jesli ja marzne, to co ma powiedziec dziecko, ktore z racji chocby mniejszej masy, wychladza sie szybciej? Nigdy nie przegrzewalam dzieci, ale tez nie przyszlo by mi do glowy z 2-3 miesiecznym niemowlakiem wyjsc wiosna bez czapeczki na silny, chlodny wiatr. A tutaj to normalne.
Ewa, na pewno zgodze sie z Toba co do lyzeczkowania - bez sensu zupelnie. W Polsce mialam lyzeczkowanie mimo ze poronienie samo sie rozkrecalo i to pelna para. Mogli poczekac przeciez - kwestia kilkunastu godzin. Tutaj to akurat jest wedlug mnie bardzo dobrze rozwiazane bo po zdiagnozowaniu pustaka dostalam 3 opcje do wyboru (naturalnie, na tabletkach badz zabieg), zostalam poinformowana z czym wiaze sie kazda opcja, jaki moze byc przebieg zdarzenia. Kiedy pojechalam na emergency z silnymi bolami i zameldowalam ze doszlo silne krwawienie, od razu zapakowali nas do boksu, dali koszulke itd. No, potem z godzine nikogo nie bylo, ale tez widzialam ze siostrzyczki mialy ganiane, kawki nie popijaly, wiec... Jak sie okazalo ze pod lozkiem jest kaluza krwi to dostaly hipernapedu i w zasadzie dzieki temu obeszlo sie bez zespolu pokrwotocznego bo zyly juz sie zapadly co prawda, ale blyskawicznie podaly wlew i uzupelnily "kanalizacje", tak ze cisnienie ledwie poszlo w gore, zostalo uziemione. Potem byla kwestia obserwacji - czy krwawienie ustaje, czy cisnienie zachowuje sie jak trzeba i dlatego wyladowalam na oddziale. Kiedy okazalo sie ze zostaly po poronieniu resztki, znow dostalam 2 opcje do wyboru - tabletki lub zabieg. Nie spiesza sie tu z ladowaniem na stol i to akurat mi sie bardzo podoba.