Bry
U nas już w nocy zaczęła się wichura i cały czas tak wieje, a co chwila leje lub sypie gradem. Nie wychodzę dzisiaj z domu!!!
Wczoraj znów bardzo aktywny dzień. Pojechaliśmy do Miasta oddalonego od naszej miejscowości ok. 40km (czyli cała wyprawa), żebym ja mogła złożyć dokumenty do prawka, a mąż był umówiony na przegląd samochodu. Jestem z siebie dumna, bo dałam sobie radę sama pozałatwiać formalności (nie znam dobrze angielskiego, ale coraz więcej rozumiem). Potem podjechaliśmy do McDonalda, bo Alinka już wierciła dziurę w brzuchu, bo głodna i td. Na szczęście nie mamy u nas takich restauracyji, więc sporadycznie ją odwiedzamy. Mąż zostawił nas samych tam, a sam pojechał na przegląd i co??? No i oczywiście Alinka musiała coś wykombinować, bo przecież jak mam jest sama to wtedy musi sie cos dziać, inaczej byłoby nudno. Zaczęła się wygłupiać zaczepiając taką mniejszą dziewczynkę (prosiłam co najmniej 3 razy, żeby spokojnie usiadła i zjadła), w końcu poślizgnęła się i uderzyła czołem o kant od obudowy kubła na śmieci... czoło rozcięte, krew się leje, ona wyje, Kuba się wystraszył i tez w płacz.... Zobaczyłam jak to wygląda. Na szczęście tylko rozcięła, poprosiłam o plaster, dali mi też w kubeczku lód, żeby przyłożyć. Na sali przypadkiem był lekarz z córeczką (niedaleko jest szpital), ogladnął to i stwierdził, że to tylko powierzchowna rana i powinno byc OK. Poobserwowałam ją jeszcze, żeby w razie czego podjechać do szpitala - akurat tam na miejscu jest nasz szpital. Jedyny plus tego taki, że od razu zaczęło do Niej docierać co się mówi, zobaczymy tylko jak długo.
Wieczorem byłam na aqua... i jak wróciłam, to padłam....