Hej
witam się z drugą kawą, musiałam, po tym jak zasnęłam usypiając Maksa

Dziś nawet jakieś słońce przebłyskiwało, ale zimno jest paskudnie.
Jeśli już przy ciastach jesteśmy - musieliśmy rano gnać na zakupy, bo moja mama wczoraj wsypała do żółtek przeznaczonych na biszkopt kaszę mannę zamiast cukru. Okazało się, że nie mamy w zapasie kolejnych 8 jaj, więc pieczenie tortu odroczone na dziś.
Misia - my też już mamy za sobą pierwsze oparzenie. U nas to był kominek. Mówiłam, żeby nie ruszać, ale mały uparciuch chwycił za uchwyt do otwierania, a przy okazji niestety dotknął obudowy. Jak nie ma bąbli to używam sudocremu, mam przetestowany na sobie, bo ja jestem oferma i jak coś piekę to prawie zawsze mi się udaje poparzyć piekarnikiem.
Majuska - To inne oblicze Paćki! Takie bardzo kobiece...
Mam nadzieję że nastrój Ci się szybko poprawi.
Katrina - współczuję wirusa. Zdrowiejcie szybko.
Ja w zasadzie z leków to mam aspirynę, czasem coś przeciwbólowego ( dla Maksa nurofen, awaryjnie) , plastra nie mam, bo Dorota się nagminnie tnie przy pracy i oblepia. Sudocremu i linomagu nie zaliczam do leków.
Dzwoniła kuzynka, zaprasza do siebie - hurra!!! Odpada mi robienie obiadu dziś!
A, byłam dziś z bachorem w księgarni. Dostał kompletnego bzika, uciekał mi między regałami i stosami książek, rechotał demonicznie i pędząc przez księgarnię tu coś kopnął, tu coś strącił z półki, tu coś przestawił, przesunął, słowem siał spustoszenie i był zachwycony. Przegiął w momencie jak sprytnie wyciągnął pudełko z dołu całego stosu puzzli - ogromna piramida runęła na podłogę, ja się rzuciłam zbierać, a Maksio stał obok i współczująco głaskał mnie po głowie...