Oj, ale macie problemy! Ja mam w domu mezczyzne dominujacego, a tekst "tak, kochanie, oczywiscie kochanie, bedzie tak jak sobie zyczysz, kochanie" to mam opykany jak Pokora w jakiejs komedii. I ten moj mezczyzna sobie dominuje ile chce! Zawsze sie z nim zgadzam, czasem podrzucam tylko jakis szczegol do wziecia pod uwage, czasem garsc szczegolow... No i mam swoje niewazne dzialki, do ktorych mezczyzna sie nie miesza - zakupy zarciowe, ciuchowe, kuchnia, ogrodek i doniczki. I wiekszosc dziecka, zwlaszcza ta jedzaco-wydalajaca - to tez jest moje.

Ale tez moj mezczyzna musial zaakceptowac fakt, ze na pytanie co na obiad, moze uslyszec, zeby poczekal co zobaczy na talerzu.
Grzebiemy w kuchni, pozbywajac sie wykladziny. Wreszcie. Pod nia jest jakies stare, zjechane linoleum, ale lepszy golyLeon niz dywan w kuchni. Odkopalismy ciekawostke... Na podlodze, pod owym goloLeonem jest wylewka - uwaga - wylana dookola mebli. Meble sa zatopione w wylewce.

Juz czuje co sie bedzie dzialo, kiedy dojdziemy w koncu kiedys do zmiany mebli...