reklama

Ciąża po 40

Kłaczek wyliczyłaś elegancko 5 kapsułek x 400mg (każda) =2000mg/1000=2 gramy:)
ja to po chemii jestem to jak co powyliczam komu co trzeba:)
Anka :-) tak myślałam że masz jakiś tejemny przepis na to suszenie:-)
 
reklama
Witajcie!
Mało ostatnio piszę, ale czytam regularnie. Jakos czasu brakuje. Mała chyba wchodzi w okres lęku separacyjnego. Ciągle wisiałaby na cycu i płacze odkładana do łóżeczka. Nie mogę się nigdzie ruszyć.
Dziś duzo pozałatwiałam: zaklepałam dogodny termin na kontrolę do audiologa i w końcu umówiłam sie na zaległe szczepienia. Neurolog zezwolił, ale i tak się boję czy ataki nie powrócą. Poza tym byliśmy w Mopsie, bo podobno nalezy się nam zasiłek pielęgnacyjny. Mogliśmy się starać dużo wcześniej, ale nikt nas nie poinformował, a ja, klipa, sama na to nie wpadłam.
Basiu, moja Niunia dostała na usypianie Sleeping Sheep. Owieczka ma nagrane odgłosy bicia serca matki, ulewny deszcz, fale oceanu i śpiewające wieloryby. Kiedyś nastawiałam Jej deszcz, bo inne mnie denerwowały. Chyba pomagało, chociaż na mnie, a zwłaszcza na Emka działało moczopędnie.
Pozdrawiam Was weekendowo. Życzę zdrowia, dużej ilości snu i dobrego nastroju.
 
Gosia, jak dobrze wiedziec, ze ktos dobrze wie to, co mi sie tylko zdaje ze wiem.:-) O ile z mg mam jeszcze jakies pojecie, to jak przychodza mikrogramy, to juz jestem w d... kompletnej bo nijak nie wiem ile tego jest w gramie. Ale chyba 1000/mg. Nie lubilam i nie rozumialam chemii, z reszta wszelkie przedmioty scisle byly dla mnie koszmarem. Jedyne w czym stosowalam cokolwiek z nich to rachunki w domu, teoria zeglowania i nawigacja.
 
hełoł :-)
Wiem jestem OKROPNA ale miło jest wiedzieć że ktoś oprócz mnie jest idiotą matematycznym :-D
Spotkałam dziś sąsiadkę - popatrzyła ma młodego i mówi ... Cały Pani MĄŻ ... Mówię do niej: to, to ja wiem że tylko za inkubator robiłam ... na to ona: ale tego pani syna to mogłaby inna matka urodzić :-) no podłość genów nie zna granic :szok: jeszcze jak mu się oczy brązowe zrobią to ze mnie będzie miał chyba przedziałek na tyłku :baffled::baffled:
 
Od razu mi lepiej psychicznie, że nie jestem jedyną upośledzoną na tym świecie. Nawet na maturze nie zdawałam matematyki tylko biologię - ironia losu kazała mi chodzić do klasy biologiczno-chemicznej i do dnia dzisiejszego nie potrafię napisać równania wody :tak:Gosia odbiegasz od grona "matematycznych idiotek" i możesz od dziś się czuć wykorzystywana jeśli będzie potrzebna nam ścisła wiedza:)) Ziólka susz, wszystko co masz bo zaparzone zimą mają ten sam doskonały smak co zerwane świeżutkie:))
Misia nie denerwuj się, dawno temu ktoś oświadczył że moje starsze dziecko jest kserokopią swojego tatusia i chyba niewiele miałam wspólnego z tworzeniem młodego człowieka. Oczy też mu zzieleniały więc nadzieja na choćby niewielki błekit runęła w gruzy. Zawsze można wyprzeć się w przyszłości własnego dziecka gdy coś narozrabia i oddać pod opiekę tatusia skoro to wierna kopia. A Ty spokojnie umyjesz ręce bo czas inkubacji i okres gwarancyjny już wyszedł:-)
 
Dobry wieczór :)
Pozwolicie, że do osiołków matematycznych dołączę, jestem zaszczycona, że w takim gronie się znalazłam.
Wiecie, tata przywiózł mi ze wsi jabłka z takiego starego sadu - odmiany sprzed kilkudziesięciu lat i niepryskane - są przerabiane na słoiczki dla Karolinki. Jeszcze będzie marchewka, ale następnym razem.
Dzidziuś śpi a mama dodaje sobie urody, na razie pomalowałam sobie paznokcie u stóp ;) Na profesjonalistkę nia ma czasu, ale i tak w przyszłym tygodniu muszę się wybrać do fryzjera.
Zaczęłam szukać chirurga - ojciec koleżanki bratowej jest chirurgiem, nie dziecięcym, ale może kogoś dobrego zna i może polecić, zobaczymy.

Dobrej nocy kochane zielarki i nie zielarki :)
 
no nie !!!!!!!!!! Prawie 11 i cisza :-(
Basiu - ja odkryłam obok siebie warzywniak gdzie pani sprzedaje antonówki, szarą renetę, kosztele i kronselki czy też krąselki z może kronzelki - nawet nie wiem jak się to pisze :-(
i jeszcze malinówki, facet na bazarkach miał jeszcze koksę :-)
Pamietam te wszystkie smaki z dzieciństwa z sadu który zakładał mój pradziad przed wojną ... Teraz te wszystkie jabłka smakują tak samo :-(
Plan na dziś - wizyta u mej matki (mieliśmy jechać o 9 ale m. o 9 jedno oko otworzył), szybkie odgruzowanie mieszkania, jeszcze szybsza wizyta znajomych ... aaaaaaaaaa
ciekawe co z tego wyjdzie :baffled:
 
Jezukolczasty... Kosztela... Kronselki... I jeszcze Cesarz Wilhelm - genialny do przerobow bo rozsypywal sie w packe ledwie go cieplo dostalo. Kronselka jest boska, ale wypadla z produkcji ze wzgl. na podatnosc na parcha jabloniowego, tak ze jak ktos sprzedaje jablka tej odmiany bez "kropek", to na bank pryskal. No i kosztela - jak odlezy do grudnia, jej smak jest nie do podrobienia... i jeszcze zeby wanatke zbyszycka zeby ktos mial - nieduze, zolte, o ksztalcie odwroconej gruszki, jabluszko o przedziwnym aromacie... Pycha...
 
te jabłka są ... mało urodne, różnej wielkości, często w jakieś kropki. Jeśli są pryskane to jakoś tak mało dokładnie :-D
Nie wiem czy niewiasty przymarzły ??? bo ały dzionek taka cisza ???
A Iwonka to chyba powinna nas osobiście już przywitać ??
 
reklama
Sorry dziewczyny ze ja tylko na chwile, ale ostatnio nie mam czasu, wiec tylko ostatnia strone przelecialam.

Basiu - a czemu ty chirurga szukasz?

Misia - moglo byc gorzej. Moja tesciowa rzucila okiem na pierworodna i powiedziala do swojego syna, a mego meza, ojca owej pierworodnej "no, ona nic a nic z ciebie nie ma". A potem spojrzala wymownie na mnie.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry