Wiem jak to jest jak człowiek trzyma się tej ostatniej nadziei. Z badań robiłam podstawowe, te co wszystkie robimy czyli hormony, zespół antyfosfolipidowy, toczeń itp, wszystko w normie. Twierdzili, że jedyny problem to mój wiek i jakość komórek jajowych. Z leków przed brałam tylko kwas foliowy w zestawie witamin dla par starających się o dziecko. Zaszłam „bez wspomagania” i w sumie nie dawałam tej ciąży wielkich szans. Od pozytywnego testu byłam na Acardzie. W 8 tyg dostałam krwotok i byłam pewna, że już po wszystkim ale na szczęście serduszko biło. Dali mi progesteron dopochwowy do końca 12 tygodnia. A potem już tylko witaminy i ten Acard.
Poród miałam wywoływany dzień przed terminem, bo bali się o kondycję łożyska. Było ciężko i skończyło się kleszczami w ostatniej chwili, ale na szczęście Maleńka cała i zdrowa. Teraz tylko się wygoić, ale warto było każdej sekundy stresu, bólu i nerwów.