Witam Was!Strasznie tu optymistycznie.Przynajmniej jak dla mnie.Mam lat 39,dwoje kilkunastoletnich dzieci z pierwszego małżeństwa i dwie nieudane próby w obecnym małżeństwie.Pierwsze nasze dziecko,synek dwa lata temu umarł na sepsę mając 2 miesiące.Kompletnie nikt się nie przejął.Starania.Znów ciąża.Nie była mile widziana przede wszystkim przez rodzinę mojego męża.W 8 miesiącu ciąży(!)odkleiło mi się łożysko z niewyjaśnionych przyczyn.Córeczka urodziła się nieżywa.(Rok temu)Najgorszy ze wszystkiego był wtedy ten płacz noworodków w szpitalu,który było słychać nocami.Podobno cudem to przeżyłam.Nie wiem.Byłam na morfinie.Niewiele pamiętam i nie zdawałam sobie sprawy ze swojego stanu.W ciągu 3 dni doszłam całkowicie do siebie.Personel był zdumiony.Może dlatego,że od razu gdy wróciła mi świadomość,powiedziałam sobie,że jeszcze będę miała dziecko.Mnie też nikt nie pocieszył.Było normalne,że ciąża w tym wieku itd.Jeśli teraz powiem komuś,że staram się znów,spotykam się wyłącznie z krytyką.Przestałam mówić.Tylko się staram.To moje życie.Tamte doświadczenia były taką ogromną traumą,że jedynie kolejna ciąża ze szczęśliwym zakończeniem pomoże mi być znów sobą,choć tamtych dzieci nigdy nie zapomnę i zawsze będę je kochała.Wiem,że 39 lat to dużo,ale gdy poczytałam sobie posty tutaj,poczułam się dużo lepiej.Dziękuję.Trzymajcie kciuki.Ja również trzymam za starające się!Pozdrawiam
