No widzisz... A za moich czasow w 3 miesiacu zaczynalo sie wprowadzac wlasnie sok z surowej marchewki, zaczynajac od lyzeczki doslownie, potem wchodzilo jablko i tak pomalutku sie rozszerzalo, w 4 miesiacu zaczynajac podawac zupki warzywne. Na poczatku to byla zupka z marchewki i ziemniaka, wzbogacona niewielka iloscia delikatnego miesa, zoltka jajka, lub masla. Potem pomalutku dodawalo sie kolejne warzywa. No, truskawki i cytrusy to pozno wchodzily, jako wybitnie alergogenne. Tymczasem teraz bananek jest w sloiczkach 4+... Inna rzecz, ze sloiczkow to tez wtedy nie bylo, krzykiem luksusu byly soczki "bobofrut". Jesli chodzi o moje wejscie z malinami, to jest to kilka malin wrzuconych do przecieru marchewkowo jablkowego (my to nazywamy "kubusiem" bo wyglada i smakuje identycznie), zmiksowanych i przetartych przez sitko zeby sie pozbyc pestek. Przecierek leci z butli, oczywiscie bez cukru. W nastepnej kolejnosci chyba zapodam mlodemu gruszke jako dodatek do "kubusia", niech sie chlopak nowych smakow uczy. Nie chce mu zbyt czesto banana dawac bo to diabelstwo tuczy, a "kubus" bez czegos dosmaczajacego jest beznadziejny bo jablka jakies takie bezplciowe sa. Tak samo unikam kukurydzy i podaje ja sporadycznie, zeby tylko mlody smak akceptowal. Nie uwazam zebym szalala z nowinkami u malego. To on zdecydowal o zmianie zywienia na mieszane, kiedy zaczal wlewac w siebie wiadra mleka - wlasnie o to rozpychanie zoladka mi chodzilo. Przeciez on potrafi zmiescic prawie 400ml "blotka"! Teraz pilnuje zeby nie jadl wiecej niz 250, chyba ze placze po ostatniej, wieczornej butli. Twoja malenka ladnie je - to sa takie ilosci jakie zjadac powinna. I nie musi za kazdym razem zjesc tyle ile przysluguje wg. tabelki. Karol tez jadal raz wiecej raz mniej i bylo ok - problem sie zaczal jak dzieciatko wciagalo flaszke do dna i darlo jape o jeszcze. Syndrom Oliviera Twista ma.