reklama

Ciąża po 40

Azula, ja tylko tak mysle po prostu. Bo depresja to wredny zabojca - czesto nie uprzedza, po prostu maci mysli i... Ja mialam szczescie, ale znalam ludzi ktorzy go nie mieli az tyle.
Co do zbawiania swiata... Dzis mysle podobnie jak Ty - nie zbawimy swiata, mozemy sami stawac sie lepszymi i w ten sposob czynic go lepszym. Kiedys wyczytalam takie haselko: "Nie uratujesz wszystkich kotow na swiecie, ale ratujac jednego kota zmieniasz jego swiat." Nieglupie, prawda? I wcale nie musi chodzic o koty.
 
reklama
Azula ... nie wiem co Ci napisać. Może dlatego, ze żadne słowa nie opiszą tego co czułaś i czujesz. Jesteś dzielna.
OPewno masz jeszcze coś do zrobienia TU i TERAZ. Będzie Amelia, bedzie Twój Wnuk... Podziwiam Cię i przytulam.
 
Dziewczynki ja też jako dziecko często chorowałam na uszy, więc znam ten ból i dlatego mnie rano mało szlag nie trafił jak mąż prosił, żeby jak najwcześniej była wizyta u lekarza, więc była... o 15.50!!
A dziecko od 2.30 było na Nurofenie, bo cierpiało wrrrr
Najważniejsze, że jest lepiej, niestety zdaję sobie sprawę, że to do następnego kataru, który potrwa dłużej.

Dobrej nocki Wam życzę i miłego weekendu -

Flo trzymam kciuki za szybki i szczęśliwy finał!!!!!
 
Azula ,jesteś super babka ,tak trzymaj
Co do depresji ,to utajony wróg ,czający się po kątach.
My trzy lata temu poznaliśmy go na własnej skórze-kuzynka mojego [córka brata od teścia] młoda 25 lat. wykształcona dziewczyna wyszła z domu zostawiając małego synka:crazy: [miał 10-mcy] i zniknęła -szukało ją całe miasto- ,pół województwa jak ją znaleziono ,było już za późno ..,zostawiła list...z słowami ,że nie ma ratunku ,nic mnie nie cieszy...:crazy:
Nic nie wskazywało ,że ma depresję ,radosna matka bawi się z dzieckiem ,a potem wychodzi ..,jedzie do sąsiedniego miasta .zamawia pokój w pensjonacie ,pisze list i popełnia samobójstwo .

Mija równo rok od tej tragedii,i ostajemy koleją wiadonośc-23 letni kuzyn[także syn brata , ale młodszego od teścia] idzie do szpitala z bólem brzucha-diagnoza wszystko ok tylko stres..,więc dzwoni do narzeczonej ,że wraca do domu ,nie ma go dwie godziny ,a z szpitala miał do domu 5 minut..,znajdują go w krzakach w parku nieprzytomnego -szybko transport do szpitala ,lecz Damiana nie daje się uratować-sepsa zakończona zawałem tak uznał prokurator..dwa miesiące przed ślubem ..jego syn miał 3-m-ce .

Teraz ten tragiczny lipcowy dzień wszyscy -całe rodziny spędzają razem w domach nie wychodząc w ten dzień z niego ,bo uznali że jakieś złe fatum ciąży nad rodziną..

Dla mnie najbardziej dobijające w tym wszystkim było to ,jak Mistrz ceremonii na pogrzebie Ani [Ania była innego wyznania] zamiast dodać otuchy rodzinie przez 40 minut robił nam wykład na temat samobójstw, ,że to nasza wina.. że to z powodu macierzyństwa nie ma jej wśród nas ..
Powtarzał to cały czas aż do chwili jak puściły nerwy jej mężowi i przerwał te wywody ...
 
Ostatnia edycja:
Helloł:)
Depresja to cichy niszczyciel. Wiele osób choruje nie zdając sobie nawet sprawy z tego, nie wie rodzina a potem... bywa za późno na wszystko :(
Kiedy zmarł Mateuszek wleciałam w dól, załamałam się psychicznie do tego stopnia że Robert zwolnił się z pracy i siedział ze mną w domu. Pomógł mi być w tych chwilach za cenę ruiny finansowej domu, bo przecież dorywcza praca to nie to... a jednak był cały czas i dzięki temu wróciłam do równowagi psychicznej.
Babunia mówi zawsze: nie ma dobrego bez złego. Coś w tym jest, bo po złych dniach nadchodzą te lepsze i ocierają łzy przeszłości.
U nas dziwne rzeczy się dzieją :)) Wanda zjada połowę porcji, kręci się niespokojnie i troszkę marudzi. Od wczoraj toczymy tę nierówną wojnę :)) Zasnęła przed 22 wymęczywszy przedtem swoich starych do granic możliwości. A potem strzeliła uśmiech i wszystko zostało wybaczone i zapomniane:))
 
Oj Aniu to Wy też po tragedii.My też podobnie to przeszliśmy bo M też poszedł na pół roku na bezrobocie.Wiem co przeżyłaś.Wiem ,że nic nie zastąpi straconych ludzi ,którzy na zawsze odeszli mimo wszystko inni przychodzą i dla nich warto znów żyć.Co do Wandzi to chyba ta pogoda tak na nią zadziałała.Jestem dziś zaproszona do siostry na urodziny mamy jechać z synem i synowa niestety komunikacją publiczna.M jest dziś w pracy ,a nikt z nas jakoś prawka nie ma.Myślę ,że młodzi sie chyba dorobią i autka i prawka.Nie wiem jak mój syn sobie poradzi z dwiema ciężarówkami .Natalka to ma jeszcze miesiąc do terminu ale u mnie to już w każdej chwili można się wszystkiego spodziewać.No cóż najwyżej Amelka urodzi się na wyjeździe.Swoją drogą ładny dziś dzień i oby ładny pod każdym względem został tego sobie i wam życzę.
 
witajcie sobotnio

Muszę przyznać, że się wyspałam, jak się położyłam o 0.30 (po podaniu lekarstwa Alince), to do 8.30 bez przerwy na odwiedzanie toalety spałam jak suseł. Mała też od 21.30 do 8.30 - od razu inaczej się żyje!!!

Miłęgo dnia Wam życzę - wczoraj przez te zawirowania z Alinką nie byłam w pracy, zaraz pojadę, posprzątam u szefa i ...................macierzyński ta dam!!!!!!!
 
Witam,
Ja juz wczoraj myslalam, ze sie zaczelo ale nic z tego..

Katrina mialam CI napisac, ze wspolczuje chorobska, znopwu antybiotyk:( ja martwie sie jak podreperowac Patryka po tym antybiotyku co bral a Ty juz kolejny musisz dawac:(

azula milego dnia!
 
reklama
Rany boskie... Sandy, ja bym tego mistrza ceremonii za jaja do trumny przybila i zakopala zywcem. Co za ch...! Problem w tym ze ludzie dojrzewajacy do samobojstwa, nie mowia ze to zrobia, nie uprzedzaja - po prostu to robia i nie zawsze wczesniej cokolwiek wskazuje na to ze sie zle dzieje.
Anka, ja mysle ze zle jest nam potrzebne zebysmy potrafili cieszyc sie dobrym. Ot, chocby moj uklad z macierzynstwem - kiedys zachodzilam w ciaze jak krolik, rodzilam bez problemu... Wydawalo mi sie to tak naturalne i normalne, ze wrecz nie wyobrazalam sobie ze moze byc inaczej. Az poronilam - przezylam smierc swojego dzieciatka i dotarlo do mnie jakim cudem moze byc to nowe zycie. Nigdy nie poznalabym tego smaku, gdyby nie bol, zaloba, potem strach.
Jesli w Polsce sa upaly, to Wandzia moze mniej jesc - to normalne.

U nas jatka. Almarki zostawily nam swoje dwa koty, a moje glupki nie pamietaja Shadowa a nie znaja w ogole Salema, wiec Hino od pierwszej chwili postanowila sterroryzowac obcych zeby sobie przypadkiem nie mysleli... No i Shadow noc spedzil pod lozeczkiem Karola bo tam sie zaszyl, a Salem po tym jak zdecydowal sie wyjsc z transportera w nocy, dostal po ryju i zniknal. Znalazlam go rano wbitego ze lodowke tak, ze z trudem go wyjelam - siedzial z glowa wcisnieta miedzy lodowke a sciane i sie trzasl. Zamknelam kuchnie, "obcy" siedza w kuchni, reszta "na salonach", nie rozumie dlaczego nie wolno im do kuchni. Kuwety wyladowaly w salonie - cokolwiek glupio, ale mysle ze tak bedzie lepiej dla wszystkich. Mam dwa tygodnie cyrku w domu.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry