Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij
Chociaż w sumie, to nawet dobrze się stało, bo przynajmniej mogę zaliczyć ten urlop do wyjątkowo udanych: wypoczęłam, zdystansowałam się od pracy, co było mi już potrzebne i odsunęłam od siebie, przynajmniej czasowo te wszystkie najgorsze myśli... Ten wyjazd to była chyba taka "nagroda pocieszenia" na koniec od losu... Jedynie powrót do szarej i bezwzględnej rzeczywistości nie był już taki miły i przyjemny... Zwłaszcza, że los po raz kolejny spłatał mi figla i praktycznie tuż po powrocie, bo w poniedziałek rozpoczął się oficjalny "początek końca" :-( A od wczoraj to już sie rozhulało na całego... Leje się ze mnie, jak za przeproszeniem, z zażynanej świnki, a brzuch boli, że świeczki w oczach stają... No ale nie będę psuć atmosfery i zamęczać was moimi horrorowymi opisami ;-) W każdym razie w przyszły czwartek kolejna wizyta u doktorka i wtedy ma nam powiedzieć, jak on to dalej widzi i jakie według niego powinniśmy porobić badania, bo że trzeba przeprowadzić diagnostykę, to jest pewien, ale przedwczoraj już nie chciał nas zamęczać "szczegółami", póki co kazał odpocząć - i fizycznie i psychicznie, a co dalej, to się zobaczy na następnej wizycie... Ok, to na razie tyle - nie będę tak od razu epopei wypisywać, żebyście już zaraz po powrocie nie miały mnie dość ;-) Postaram się być w miarę możliwości i mojego nastroju (który obecnie jest dość nieprzewidywalny i przechodzi różne stadia) na bieżąco...