Dulano, czasem tak jest lepiej nawet... Widzisz, oboje z mezem podjelismy decyzje o przygarnieciu koty, ktora szwendala sie pod blokiem... Kota byla w ciazy, z miotu zostawilismy jedno kocie zeby nie byla w domu calkiem sama. Mlody ja meczyl, wiec namowilam meza na przyjecie drugiego smarkacza, ktoremu pani nagle zmarla - kocio odchuchany, wypieszczony... Ok. I nagle pojawily sie @@ - dwie kotki odebrane od baby ktora sie nad nimi znecala. Zakochalam sie od pierwszego wejrzenia w pomaranczowych oczach rudej, uznalam ze skoro biala z nia sie wychowala to stanowia zespol (bzdura) i chce je obie. To juz niemal wydusilam na mezu - on byl juz wowczas w UK, ja jeszcze w PL, zalozenie bylo ze maz wroci do kraju za rok. Wyszlo inaczej - okazalo sie ze to ja pojade do niego. Wiesz jakie to urwanie torby? Paszporty, przewoz 5 kotow... Gdybym wiedziala kiedys ze bede emigrowac, w zyciu bym ich nie wziela. Kocham moje zwierzaki, ale ich obecnosc mocno pokomplikowala nam zycie - wyjazd to jedno, wynajem domu to drugie bo nie kazdy landlord akceptuje zwierzeta, bo z nimi nie jestesmy tak mobilni jak bez nich, bo trzeba zadbac o ich komfort, a w przypadku kotow to sporo warunkow do spelnienia, przede wszystkim minimum przeprowadzek bo to neofoby. Nie, nie zaluje ze sa i ciesze sie ich obecnoscia, ale "zakrety" naszego zycia okazaly sie nie sprzyjajace zazwierzeceniu.
Anisiaj, kciuki za lepsze zlo - niech sie ruszy samo. Wspolczuje czekania.
Elka, spokojnie - do 6 tygodni masz czas. U mnie to bylo 40-41 dni, wiec tak "na styk". Hormony musza sie ustabilizowac.