Agnieszkaala , dziękuję za Twoje słowa. Wiesz z tym pochówkiem... Miałam taki dylemat w szpitalu. Gdy zobaczyłam moje dzieciątko, jak już ze mnie wyszło zawinęłam w chusteczkę, usiadłam i płakałam. Nie wiedziałam co zrobić. Zabrać, nic nikomu nie mówić? A potem co? Zakopać na cmentarzu w ziemi świętej? Oddać? Co zrobić? Na szczęście przyszła pani doktor, konkretna fajna babeczka, wzięła, otworzyła chusteczkę, zobaczyła i powiedziała, że zabiera do badania histopatologicznego. A jak będę chciała pochować to mi oddadzą. Potem wręczono mi kartkę z informacją, że niezależnie od czasu trwania ciąży mam prawo do pochówku dziecka martwo urodzonego, w tym celu szpital może wystawić akt zgonu. W przeciwnym wypadku pochówku dokona upoważniona przez miasto osoba.Długo myślałam, zostawiłam ostatecznie decyzję do konsultacji z moją Połóweczką. Ze szpitala odebrał mnie wraz z moim tatą, obaj zadecydowali, żeby nic nie robić, bo to rozgrzebywanie ran. Zorganizowanie pogrzebu, grób- to ból nie tylko dla nas ale i dla naszych bliskich. Oni szybciej zapomną a tak cierpieli by z nami. Zanieśliśmy znicze dla Aniołków na groby dziadków, żeby pilnowali Aniołków i samo zapalenie zniczy było bolesne, oboje szlochaliśmy. To była dobra decyzja, nie ma co rozgrzebywać ran. A Aniołki są wszędzie z nami, niezależnie czy myslimy o Nich w domu czy na cmentarzu.