malgonia1
Fanka BB :)
Gosiulku (a na mnie mama tak czasem mówi
)
Ja dowiedziałam się na USG 6 sierpnia,że ciąża obumarła, nie miałam żadnych objawów, nic mnie nie bolało, nie plamiłam, tylko betaHCG wolno przyrastała. Mój lekarz dał mi skierowanie do szpitala i umówił mnie ze swoim kolegą w innym szpitalu na jeszcze jedno usg i żeby mnie dalej pokierowano, bo w jego nie mieli procedury. Pojechałam następnego dnia na usg, potwierdziło się. Wyznaczyli termin na czwartek 9 sierpnia. I było ludzko, tak się bałam a było bardzo delikatnie.
O 7 rano dostałam Cytotec dopochwowo - to prostaglandyny, tabletki mają wywołać skurcze i przede wszystkim rozpulchnić szyjkę. Pobolewało mnie troszkę i między 11-12 miałam silniejsze skurcze- takie jak przy boleśniejszej miesiączce, ale spokojnie, do wytrzymania. Troszkę pokrwawiłam i potem były juz delikatne skurcze, O 17 było po wszystkim. Moja ciąża była 8 tygodniowa, troszkę za duża na samooczyszczenie, chociaż czasem próbują. Może by się udało, ale nie warto było ryzykować, zdałam się na decyzję lekarza. O godz. 18 miałam łyżeczkowanie - w znieczuleniu ogólnym, więc sobie po prostu śpisz. A łyżeczkowanie po rozpulchnieniu szyjki jest łatwe. Bałam się strasznie tego łyżeczkowania - niepotrzebnie. Może Tobie nie będą musieli robić, wtedy musisz mieć kontrolę USG czy macica się sama oczyściła, bo resztki są bardzo groźne. O godz. 22 wypuścili mnie do domu.
Tak więc fizycznie jest naprawdę do wytrzymania. Ja jeszcze trafiłam na bardzo delikatny personel, konkretny, ale delikatny. Wypłakałam się przez te trzy dni w domu, w szpitalu już nie miałam za dużo łez. W dodatku kazali mi być cały dzień na czczo - nic pić i nic jeść, więc instynkt górą i głód zagłuszał wszelkie mysli, myślałam o wielkiej pizzy, którą sobie kupię następnego dnia ( i kupiłam
).
Będzie dobrze, Gosiulku. Życzę Ci tylko, żebyś trafiła na ludzki personel, to bardzo pomaga. A my jesteśmy z Tobą, więc na pewno będzie dobrze. Wiem, że się boisz, ja się bałam panicznie, płakałam też ze strachu , ale naprawdę do zniesienia. Zdaj się na lekarzy, wiedzą co robią, a chcą jak najlepiej.
Ja dowiedziałam się na USG 6 sierpnia,że ciąża obumarła, nie miałam żadnych objawów, nic mnie nie bolało, nie plamiłam, tylko betaHCG wolno przyrastała. Mój lekarz dał mi skierowanie do szpitala i umówił mnie ze swoim kolegą w innym szpitalu na jeszcze jedno usg i żeby mnie dalej pokierowano, bo w jego nie mieli procedury. Pojechałam następnego dnia na usg, potwierdziło się. Wyznaczyli termin na czwartek 9 sierpnia. I było ludzko, tak się bałam a było bardzo delikatnie.
O 7 rano dostałam Cytotec dopochwowo - to prostaglandyny, tabletki mają wywołać skurcze i przede wszystkim rozpulchnić szyjkę. Pobolewało mnie troszkę i między 11-12 miałam silniejsze skurcze- takie jak przy boleśniejszej miesiączce, ale spokojnie, do wytrzymania. Troszkę pokrwawiłam i potem były juz delikatne skurcze, O 17 było po wszystkim. Moja ciąża była 8 tygodniowa, troszkę za duża na samooczyszczenie, chociaż czasem próbują. Może by się udało, ale nie warto było ryzykować, zdałam się na decyzję lekarza. O godz. 18 miałam łyżeczkowanie - w znieczuleniu ogólnym, więc sobie po prostu śpisz. A łyżeczkowanie po rozpulchnieniu szyjki jest łatwe. Bałam się strasznie tego łyżeczkowania - niepotrzebnie. Może Tobie nie będą musieli robić, wtedy musisz mieć kontrolę USG czy macica się sama oczyściła, bo resztki są bardzo groźne. O godz. 22 wypuścili mnie do domu.
Tak więc fizycznie jest naprawdę do wytrzymania. Ja jeszcze trafiłam na bardzo delikatny personel, konkretny, ale delikatny. Wypłakałam się przez te trzy dni w domu, w szpitalu już nie miałam za dużo łez. W dodatku kazali mi być cały dzień na czczo - nic pić i nic jeść, więc instynkt górą i głód zagłuszał wszelkie mysli, myślałam o wielkiej pizzy, którą sobie kupię następnego dnia ( i kupiłam
Będzie dobrze, Gosiulku. Życzę Ci tylko, żebyś trafiła na ludzki personel, to bardzo pomaga. A my jesteśmy z Tobą, więc na pewno będzie dobrze. Wiem, że się boisz, ja się bałam panicznie, płakałam też ze strachu , ale naprawdę do zniesienia. Zdaj się na lekarzy, wiedzą co robią, a chcą jak najlepiej.
...jesli cos sie bedzie dzialo nie pokojacego to nalezy szybko ciaze rozwiazywac...ahhh...ilosc ruchów???? przeciez jak bym wyczuła,ze mniej sie rusza to bym zawału juz dostala...a co do przepływow to tylko za pomoca usg przeciez...Boziu czemu to takie skomplikowane???? w nastepna srode mam dopiero wizyte u gina.zobaczymy co on na to wszystko.nie ukrywam,ze wolała bym brac juz do samego konca zeby sie nie martwic niz odstawiac wczesniej i rwac włosy z głowy...boje sie o nia strasznie...ten lek jest tak silny jak miłosc do niej...
?fajnie,ze wszystko dobrze.czlowiek w niewiedzy moze swira dostac.i co bedziesz teraz do niej chodzic???lenka aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa pieknie.i takich wiesci tutaj trzeba.co do meza to mogł sie zabezpieczac-widocznie nie chciał
.mowiłam,ze bedzie machał/a:-).emocje sa niesamowite,ale warto,warto.super.ciesze sie i niech rosnie sobie dalej spokojnie,niech ci ten suwaczek mknie do przodu.kiedy teraz jakies usg czy cus??? izw no papa mi sie cieszy od rana jak czytam takie wiesci:-).u nas zawsze na usg mala podtrzymywała sobie raczka bok buzi i lekarz zawsze sie smial,ze nasze dziecko duzo mysli
.takze takie chwile sa nie zapomniane.my od samego poczatq kolekcjonujemy fotki z usg choc wiadomo,ze im dalej tym juz nie sa az takie wyrazne,bo dzidzi wieksza i cały obraz usg jej nie obejmuje,ale co tam.my nawet w czarnej plamce zauwazymy nos,oko albo cos jeszcze innego.plenitude...nie znam sie na tych rzeczach wiec sie wymadrzac nie bede...zapytam tak: czy nie ma jakiegos sposobu innego niz naturalne poczecie zebys mogła byc w ciazy???? przepraszam,ze pytam o to,ale nie wiem,nie znam sie co mozna w takich sytuacjach jak twoja zrobic...faktem jest,ze ile mozna czekac??? przeciez czlowiek siada psychicznie i ty jestes na tym wlasnie etapie.jak ma sie dobrze dziac w organizmie jak w głowie nie jest najlepiej...