katherinne
Fanka BB :)
Nisiao, swędzenie może być równie dobrze po prostu objawem nerwów. O swędzeniu szyi już dość od dawna wspominasz a skoro robiłaś już badanie na cholestazę to po co tydzień później je powtarzać? Gdzie pracowałaś, że 11 godzin musiałaś być w pracy? Przecież to wbrew prawu, kobiecie ciężarnej nie wolno tyle kazać pracować.
Kobietka, a niech ona sobie gada co chce. Nie ma limitów odnośnie ilości chrześniaków i wszystko zależy od tego, czy brat się zgodzi. Zazdroszczę Wam, że macie pomysł na chrzestnego. My od dłuższego czasu myślimy i... i nie ma właściwej osoby. Nie mamy braci ani kuzynów a spośród przyjaciół płci męskiej ostatnimi czasy przeżyliśmy sporą dawkę rozczarowań. Niestety, jak ludzie znajdują sobie drugą "połówkę", często bardzo się zmieniają. Czasem nie do poznania. Niektórzy potrafią w ogóle nawet zerwać kontakty ze starymi znajomymi. Mówię to z taką ogromną drzazgą w serduchu, bo nie myślałam, że to możliwe i jak starzy, mądrzy dziadkowie ostrzegali mnie przed tym jak byłam młodsza, kiwałam głową z politowaniem.
Acha, zapomniałam Wam się przedstawić. to ja, chodzący inkubator. Bo tak mnie chyba otoczenie postrzega. Jako inkubator nie mam prawa narzekać na jakiekolwiek dolegliwości czy uciążliwości ciąży, bo to znaczy, że nie dorosłam do macierzyństwa. Przejęłam się, że będę musiała pilnować posiłków i odmawiać sobie różnych rzeczy, co na razie wydaje mi się wyjątkowo trudne? No, jestem kompletnie wyrodną matką, myślę tylko o tym, żeby żreć, a powinnam to przyjąć z szerokim uśmiechem i mówić wszem i wobec, że jestem niesamowicie szczęśliwa, że mogę się poświęcić dla dziecka. Bo przecież dziecko mi wszystko wynagrodzi, więc powinnam uważać, że ta cała droga to jest usłana różami i pachnie fiołkami. A tak w ogóle to ta cała cukrzyca to jest moja wina, bo trzeba było nie wpierdalać czekoladek. Więc mam to na własną prośbę a narzekam. Aż się cała gotuję w sobie. Pragnę dziecka bardzo mocno i wszystko dla niego zniosę, ale dlaczego do jasnej cholery odmawia mi się w tym wszystkim bycia człowiekiem i kobietą, odmawia się odczuwania emocji, smutku, żalu, niedogodności? Czy ja nagle stałam się jakaś inna? Boję się pomyśleć, co będzie, jak się dziecko się urodzi i będę obolała i zmęczona po porodzie oraz od ciągłego wstawania do malucha. Bo to też przecież nie jest dozwolone, tylko wyrodna matka odczuwa takie rzeczy. Dobrej matce dziecko wynagradza wszystko, więc ona nawet nie odczuwa żadnych niedogodności i widzi tylko pozytywy.
Kobietka, a niech ona sobie gada co chce. Nie ma limitów odnośnie ilości chrześniaków i wszystko zależy od tego, czy brat się zgodzi. Zazdroszczę Wam, że macie pomysł na chrzestnego. My od dłuższego czasu myślimy i... i nie ma właściwej osoby. Nie mamy braci ani kuzynów a spośród przyjaciół płci męskiej ostatnimi czasy przeżyliśmy sporą dawkę rozczarowań. Niestety, jak ludzie znajdują sobie drugą "połówkę", często bardzo się zmieniają. Czasem nie do poznania. Niektórzy potrafią w ogóle nawet zerwać kontakty ze starymi znajomymi. Mówię to z taką ogromną drzazgą w serduchu, bo nie myślałam, że to możliwe i jak starzy, mądrzy dziadkowie ostrzegali mnie przed tym jak byłam młodsza, kiwałam głową z politowaniem.
Acha, zapomniałam Wam się przedstawić. to ja, chodzący inkubator. Bo tak mnie chyba otoczenie postrzega. Jako inkubator nie mam prawa narzekać na jakiekolwiek dolegliwości czy uciążliwości ciąży, bo to znaczy, że nie dorosłam do macierzyństwa. Przejęłam się, że będę musiała pilnować posiłków i odmawiać sobie różnych rzeczy, co na razie wydaje mi się wyjątkowo trudne? No, jestem kompletnie wyrodną matką, myślę tylko o tym, żeby żreć, a powinnam to przyjąć z szerokim uśmiechem i mówić wszem i wobec, że jestem niesamowicie szczęśliwa, że mogę się poświęcić dla dziecka. Bo przecież dziecko mi wszystko wynagrodzi, więc powinnam uważać, że ta cała droga to jest usłana różami i pachnie fiołkami. A tak w ogóle to ta cała cukrzyca to jest moja wina, bo trzeba było nie wpierdalać czekoladek. Więc mam to na własną prośbę a narzekam. Aż się cała gotuję w sobie. Pragnę dziecka bardzo mocno i wszystko dla niego zniosę, ale dlaczego do jasnej cholery odmawia mi się w tym wszystkim bycia człowiekiem i kobietą, odmawia się odczuwania emocji, smutku, żalu, niedogodności? Czy ja nagle stałam się jakaś inna? Boję się pomyśleć, co będzie, jak się dziecko się urodzi i będę obolała i zmęczona po porodzie oraz od ciągłego wstawania do malucha. Bo to też przecież nie jest dozwolone, tylko wyrodna matka odczuwa takie rzeczy. Dobrej matce dziecko wynagradza wszystko, więc ona nawet nie odczuwa żadnych niedogodności i widzi tylko pozytywy.
kurczę normalnie nic tylko wziąć i potrząsnąć takimi osobami porządnie.