Magdalena, Tobie z takimi wynikami zdiagnozowali cukrzycę nie w ciąży? Przecież poza ciążą to od 200 uznaje się, że cukrzyca, a Ty masz delikatnie przekroczone normy. Dziwne.
Loi, błagam Cię. Ja w tej ciąży też mam ciągle ciśnienie na czekoladę. Wszystko z czekoladą bym zjadła. Starałam się ograniczać, żeby mi tyłek nie urósł, ale chce mi się straszliwie. Wszyscy powtarzają jak mantrę, że cukrzyca to nie wyrok. To zależy jak dla kogo. Wiem, że dla wielu kobiet pilnowanie diety to codzienność, bo dbają o figurę, robią sobie detoks itd., itp. Dla mnie to jakiś koszmar. Zupełnie szczerze, to tysiąc razy trudniejsze, niż rzucanie palenia. W moim odczuciu bez porównania. Mówię to jako wieloletnia była palaczka. A jeżeli ktoś mi każe się kłuć kilka razy dziennie i sprawdzać, czy się wpasowuję w jakieś wirtualnie ustawione normy, to obiecuję Wam, że przyjdę tu i się publicznie popłaczę. Moja psychika - jak już pewnie zauważyłyście - wyjątkowo źle reaguje na wszelkie wyliczanie, normy, pomiary. Gdyby o mnie chodziło, nie przejęłabym się tymi wynikami ani trochę, machnęła ręką i żyła dalej jak żyję, tym bardziej, że poza jakimiś wyskokami słodyczowymi czy nagłą zachcianka na fast food, moje codzienne nawyki żywieniowe są całkiem nienajgorsze, tyle tylko, że jem kiedy mam potrzebę i nie daję się przez cały dzień zegarkowi kłuć wskazówką w pupę, że pora na posiłek. To też koszmar, życie pod ciągłą presją zegarka, bo trzeba zjeść posiłek o odpowiedniej porze a potem o odpowiedniej porze zmierzyć poziom cukru. Ciągły stres. I ciągłe myślenie o jedzeniu, przez co człowiek jest wiecznie głodny. Ale wiem, że mam maluszka w brzuszku i dlatego jestem całym tym tematem przejęta. Z jednej strony coś mi mówi, że jakbym rodziła 30 lat temu, żyłabym sobie spokojnie i ani ja, ani maluch byśmy się pewnie nie zorientowali, że może jakaś cukrzyca się gdzieś pałęta, z drugiej strony jak już wiem to przecież ze strachu o malucha zrobię wszystko, choć gdzieś wewnątrz mam ogromny bunt i chyba w głębi serca uważam, że to po prostu głupie.
Chyba jestem trudna...