Dziewczyny, nie wytrzymałam… zadzwoniłam do mojego ginekologa i powiedział, żebym dziś do Niego przyjechała – ja na to, że qrde nie mam jak bo jestem poza miastem na konferencji, i że to wyjazd służbowy… To powiedział okej, proszę przyjechać jutro. Więc pobyłam na tej konferencji – ale nieobecna myślami. Idę do toalety, a tu już tak jakby różowo – myślę sobie, kurczę – czy praca jest dla mnie ważniejsza niż ciąża? NIE! Zadzwoniłam ponownie do mojego lekarza i zapytałam czy mnie jednak dziś przyjmie, a on na to że przecież mnie nie ma…ja mówię, że jakoś dojadę i będę. Była godz. 15 – powiedział, że do 17 muszę przyjechać żeby zrobił mi USG. Więc poszłam do Prezesa i powiedziałam, że muszę wyjść i nie wiem czy wrócę. I czy mogę wziąć samochód służbowy – a on na to, że okej. Więc popędziłam do lekarza, łzy leciały mi ciurkiem…
Lekarz zrobił USG, jest zarodek i ma 5,9 mm co wg gina wskazuje na 5 tydzień (wg om powinien być już początek 7…) … nawet uchwycił serduszko, biło słabo bo powiedział, że jest jeszcze mało płatków czy czegoś tam (nie zrozumiałam i nie wiem…) ale spróbuje – no i troszkę słyszałam J powiedział, że nie wie co z tego będzie…ale póki co jest wszystko w porządku – jest zarodek, jest ciałko żółte i on nic złego nie widzi, a plamienia się zdarzają… to USG nie było jakieś super dokładne, ale mam nadzieję, że się sprawdzi. Dał mi dupka 3x dziennie, już wykupiłam i jestem w domu po pierwszej tabletce. Na konfernecję nie wróciłam, odpoczywam w domu. Lekarz powiedział, żeby nie dźwigać, oszczędzać się i odpoczywać.
Mam nadzieję, że będzie dobrze… proszę trzymajcie kciuki i módlcie się za Nas!!!