Hona już pisałam, że my nie zwracamy uwagi na jakiekolwiek ryki. Olek coś chce, tłumaczę, że nie wolno , jak się rzuca z płaczem na podłogę, to wychodzę z pokoju. Czasami ma gorszy dzień, to musi sobie popłakać, ale zazwyczaj szybko skutkuje. Jak jemy, to siedzi w foteliku, oglądamy bajeczki, Olek operuje widelcem czy łyżką, jest super. Czasami coś mu odbija i zaczyna wywalać jedzenie z talerza, rzucać kubeczkiem. Wtedy jedno, dwa ostrzeżenia, jak nie słucha, to wyciągam go z fotelika, z mężem zapatrujemy się w talerz i nie zwracamy na niego uwagi. Próbuje wejść nam na kolana, wdrapać się na fotelik, ryczy, błaga o przebaczenie, cuduje na różne sposoby. Czasami daję mu drugą szansę na zrehabilitowanie się. Taką mam ogólną zasadę - dobre zachowanie zawsze chwalę i zwracam na nie uwagę, złe zachowanie ignoruję, odwracam się czy wychodzę. Oczywiście nie działa to jak za naciśnięciem guzika, ale nie jest najgorzej... No i na wiele rzeczy mu pozwalam, np. uderzanie łyżką w metalową miskę, w końcu to jak perkusja
Magdalena u mnie też dzidziuś ma o tydzień mniejszy brzuszek, ale gin kazał mi się nie przejmować
Oluś dzisiaj jest jakiś taki chory... Jechaliśmy ze żłobka i całą drogę ryczał. Myślałam, że jest głodny, ale nie bardzo chciał jeść. Marudził, wybrzydzał, ryczał. Później się chwilę pobawił i znowu ryczki. Temperaturę ma podejrzaną, bo 36,2. Myślałam, że może piątki się wyrzynają, ostatnio gryzie zabawki... Chciałam mu dać ibuprofen, ale zaraz się zerzygał. Chciał ciągle, żeby go nosić, pokładał się. Aż powiedziałam mężowi, żeby zniósł łóżeczko do naszego pokoju, bo boję się , że coś się stanie w nocy...

Mam nadzieję, że to tylko chwilowe osłabienie...