Funia znam to wszystko z autopsji.Nerwy,ktore nam towarzyszyly po moich poronieniach byly ogromne.Ja chcialam badac wszystko,maz podchodzil do tego sceptycznie.I tez bylo tak,ze az balam sie poruszac ten temat,bo po dwoch zdaniach ja ryczalam,maz caly w pretensjach.Na to wszystko potrzeba czasu.Musicie isc na kompromis,obydwoje.Faceci sa prosci jak konstrukcja cepa,bez urazy.Swiat postrzegaja zupelnie inaczej niz my,nie rozumieja,ze my kobiety chcemy zrobic wszystko ,aby urodzic zdrowe dziecko,nawet jesli i oni faktycznie tego dziecka chca.Czasem nawet zastanawiam sie,jak my przezylismy ten czas i sie nie pozabijalismy ,czy w najlepszym wypadku nie rozstalismy.Obwinialam meza,ze mnie nie rozumie,wypominalam mu rzeczy,ktorych potem zalowalam.On potrzebowal czasu ,aby to wszystko przemyslec,przeanalizowac,a ja od poczatku chcialam dzialac,szukac przyczyny ,robic badania itd.I Twoj maz zrozumie,daj Mu tylko wiecej czasu.