Witam,
trochę przejrzałam forum, widzę, że bardzo się wspieracie więc postanowiłam dołączyć i opisać swoją dość świeżą historię.
Na początku września dowiedziałam się o ciąży, wiadomo radość przeogromna, w czwartek pod koniec września byłam na usg - słyszałam serduszko, a 3 dni później bo w niedzielę trafiłam do szpitala z dosłownie kroplą krwi na bieliźnie, przyjęli mnie na oddział zrobili badania - nie było już tętna dziecka

dwa dni pozniej zrobili badania, beta zaczeła spadac, a dzidziuś dalej bez czynności życiowych to był 7\8 tydz. Leżałam 5 dni w szpitalu wśród ciężarnych kobiet, praktycznie płacząc dzień w dzień. Przez 3 dni próbowali wywołać poronienie tabletkami ale tylko mnie to tak osłabiło że mdlałam, wzmocnili mnie kroplówkami i zrobili łyzeczkowanie - tego samego dnia wyszłam do domu. Od tamtej pory minęlo juz 1,5 miesiąca, jestem kilka dni przed 2 już owulacją (wczoraj sprawdzone przez lekarza), wszystko jest dobrze, ale dla świętego spokoju ten cykl sobie jeszcze odpuszczę. Nie wiem jak szybko się uda, ale boję się. Pociesza mnie myśl że mam w domu prawie 2 letnią córeczkę
Buziaki dla wszystkich :*