Witam się z Wami wieczorową porą. Jestem nadal u taty i mimo, że jest internet to nie mam czasu na pisanie i nadrabianie zaległości. Ciągle jakieś załatwianie. W sobotę lub niedzielę wracam do domu, zostanie tutaj moja siostra, a jak ona pojedzie do siebie to znowu ja przyjadę i tak będziemy się wymieniać dopóki sytuacja się jakoś nie unormuje. Problem polega na tym, że mój tata pracuje w innej miejscowości i wychodzi z domu o 5 rano a wraca o 16:30, moja mała siostra ma niecałe 8 lat więc jest jeszcze zdecydowanie za mała, żeby tyle czasu siedzieć sama w domu. Mam nadzieję, że uda mu się znaleźć inną pracę. Ja bym chciała, żeby się przeprowadził do Gdyni, ale coś wątpię w to, żeby się zdecydował.
Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie i modlitwę, czułam to cały czas. Jestem póki co spokojna. Wypłakałam swoje, a przez 3 dni po mamy śmierci darłam się na wszystkich, zwalili to chyba na ciążę...
Tak jak piszecie moja mama już nie cierpi. Serce mi tylko pęka jak patrzę na Julkę, bo jej najbardziej będzie brakowało mamy, jest jeszcze taka mała a zarazem bardzo opiekuńcza. Żebyście widziały jak ona się do mamy w szpitalu tuliła, jak ją głaskała, całowała, jak trzymała za rękę to serce by Wam pękło. Baliśmy się strasznie pogrzebu, Jula bardzo to przeżyła, ale myślałam, że będzie gorzej. My ją przygotowywaliśmy i na to, że mama umrze i na pogrzeb, ale chyba i tak na takie sytuacje nikogo nie można przygotować.
Muszę się wygadać, a komu jak nie Wam. To Wy jesteście ze mną cały czas od jakiegoś czasu. Byłam przy mamy śmierci, przeżyłam to bardzo, ale powiem Wam, że chyba każdy wierzący człowiek chciałby umrzeć tak jak ona. Umarła kilka minut po 15:00, w trakcie odmawiania koronki do Miłosierdzia Bożego. Była półprzytomna, ale myślę po jej wcześniejszych reakcjach, że słyszała co do niej mówimy. Trzymałam ją za rękę, z drugiej strony siedział tata, była też mojej mamy najstarsza siostra, zaprzyjaźniona siostra zakonna i dwie mamy koleżanki, które były na dyżurze (mama była pielęgniarką). Wiecie ja czułam, że ona nam podczas tej koronki umrze. Moja druga siostra akurat była w domu z Julką, kazałam jej iść zjeść obiad i bałam się, że przez to będzie miała do mnie żal, ale powiedziała, że nie ma. Ona spędzała w szpitalu więcej czasu niż ja, siedziała na zmianę z tatą w nocy przy mamie, ja ze względu na ciążę więcej czasu spędzałam w domu z Julką.
Kurcze to dorosłe życie jest takie niesprawiedliwe i takie trudne. Nie mamy jednak wpływu na niektóre rzeczy. Mam nadzieję, że mama zawsze będzie z nami. Wiem, że jeszcze nie jeden kryzys przed nami. Dziękuję Wam jeszcze raz z całego serca za wsparcie. Dobrze, że Was mam.
Tak sobie patrzę na te niektóre suwaczki i widzę, że tak pogoniły przez ten czas, że szok!!!!!!!!!!! Selenka, Wróbelek już prawie na półmetku, Mirusia ostatni miesiąc, Aga_Irl mam nadzieję, że kryzys minął i że teraz będzie wszystko dobrze. Mam nadzieję, że teraz już będę Was częściej odwiedzała.