Apel do watkowych ciezaroweczek z prosba o fluidki ciazowe i wsparcie dla nowych dziewczyn. Joas, Tolus, a gdzie WY sie kochane podziewacie??? A mlode mamusie: Ania, Ika i Ewa??? Prosze napisac po jednej linijce, ze jest OK i trzeba miec nadzieje!
Caluski dla Was i Malenstw, skoro juz na Was nakrzyczalam
Witam,
u mnie już coraz lepiej, choć pierwsze dwa miesiące życia Mani nie były łatwe. Zaliczyłam dwukrotnie szpital i wypłakałam morze łez zachodząc w głowę, co się dzieje z moją córeńką. Bywały dni, że płakała po 12 godzin. No, ale już jest dużo lepiej. Niunia dostawała z mleczkiem moje hormony tarczycowe i powodowały uniej hormonalny bałagan w organiźmie mimo, że lekarze zapewniali, że to nie ma wpływu na karmienie. Do tego miała potworne kolki (mam nadzieję, że nie wrócą) z kilkunastogodzinnymi atakami płaczu i ogólnie problemy z maleńkim brzusiem - ma problemy z trawieniem laktozy i uczulenie na białko. Trochę pocierpiała zanim do tego doszliśmy.
Aktualnie mam dół, bo muszę niestety przejść na sztuczne, lecznicze mleczko ze względu na te wszystkie jej problemy i moje leczenie. Bardzo mocno to przeżywam i choć wiem, że już nie mogę jej karmić i że nie powinnam, to ciągle jeszcze ją podkarmiam. Odstawiłam swoje wszystkie prochy. Patrzę, jak Ona sobie głaszcze tego swojego cysia, tuli się do niego i płaczę, bo już nie będzie mogła. Gdyby była starsza, to pewnie byłoby mi łatwiej. A tak udało się tylko 2 miesiące i... no cóż, najważniejsze, że Mała lepiej się już czuje.
No, a co do tych pozytywnych fluidków ciążowych
maggie - to oczywiście wysyłam ich mega ilość dla Was i będzie dobrze, bo musi być.
Szkoda, że kolejne Mamusie dołączyły do nas, ale widać tak musi być. Potem Dziecko jest już całym światem. Tak jest u mnie. Wszystko zeszło na dalszy plan.
Ale nie wiem uwierzycie, czy nie, ja nie potrafię zapomnieć też o tej pierwszej ciąży i kiedy tylko mam słabszą kondycję psychiczną, to powraca do mnie ze zdwojoną siłą. Bardzo mocno zakorzeniło się w mojej podświadomości.
W czasie, kiedy Marysia była w szpitalu - kupiliśmy jej własne łóżeczko. Ubrałam jej pościel i wyłam kilka godzin przy pustym. Nie mogło do mnie dotrzeć, że to łóżeczko dla Mojego Dziecka, że ja je mam - mam moją Niunię i nic jej nie grozi, że nic się nie dzieje. Za kilka godzin będzie w nim spała. Bałam się, że jeżeli je kupię, to coś się stanie, bałam się nowych ubranek i sprzętów dla niej. Zupełnie mnie pokopało. Nie mówiąc już o tym, że przez długi czas nie dawałm nawet nikomu się dotknąć do Niej, co skutkuje teraz tym, że Małej nie mogę z nikim nawet zostawić.
Kiedy czytałam teraz te wspomnienia Dziewczyn z zabiegu- znowu wszystko do mnie wracało, ale napiszę coś jeszcze. Na pocieszenie. Pamiętam, że kiedy wychodziliśmy z mężem ze szpitala zawzięłam się. Czekając na mój wypis ze szpitala patrzyliśmy razem, ze łzami w oczach, jak z Oddziału Noworodków szczęśliwi ojcowie wynoszą foteliki z dziećmi. Powiedziałam do niego, że wrócę na ten Oddział i że wtedy On też zabierze do domu taki fotelik z naszym dzieckiem choćbym miała zrobić niewiadomo ile badań i niewiadomo jak o nie walczyć. I tak było. Nie liczyło się nic tylko ciąża. Lekarze, badania- kolejni lekarze... Ciąża nie była najłatwiejszym okresem, a kolejne wątpliwości co do jej przebiegu pojawiały się bez przerwy. Początek z krwawieniami, plamieniami (sześć miesięcy leżenia niemalże plackiem) i ostatnie tygodnie na patologii ciąży z podejrzeniem małowodzia i dystrofią Małej. Ale udało się.
Ponad 11 miesięcy po tamtych słowach i od tamtych wydarzeń mój dumny mąż zabrał ze szpitala dwie kobiety swojego życia - mnie i w tym foteliku, o którym tak wówczas marzyłam - naszą córeczkę, która wybrała na swoją datę urodzin wyjątkowy dzień (29 lutego).
Tak więc Kochane, nie wolno nigdy tracić nadziei i siły, a także woli walki, bo tylko wtedy można ją wygrać.
Mocno trzymam kciuki za Was wszystkie.
A to mój największy Skarb- Maria Berenika:
Zobacz załącznik 78218 Zobacz załącznik 78219
Pozdrawiam ciepluteńko Wszystkie Dzielne Dziewczyny tego wątku.
ALSO - wszystkiego najlepszego i spełnienia marzeń!!!