mirka- coż za pechowy tydzień haha:-) uważajcie z mężem:-) a moze te całe nieszczescia przyniosą cos dobrego:-)
guska- ma racje nie załamałam sie choć sama nie potrafie okreslic to w jakim jestem stanie... chyba z mężem poszukamy jakiegos psychologa choc nie wiem czy to cos da... moze jak wróce 25 czerwca do pracy to bedzie lepiej..
jeden dzien jest ok, próbuje nie myslec, robie plany, mam jakies nadzieje a juz następnego cały dzień przerycze i nie wychodze z domu... potrafie pół dnia przesiedziec na cmentarzu i wyobrazam ją sobie tam zakopaną, jak wygląda i w ogóle, czasem załuje ze jej nie zobaczyłam, ze nie miałam odwagi, ze nie byłam w stanie iść na pogrzeb...ale moze to lepiej bo nie chciałam miec w pamięci mojego dziecka w trumience...mój mąż to widział i ledwo przezył :-(
no ale zycie toczy sie dalej, i po to tu jestesmy dziewczęta zeby dawać sobie siły do dalszego działania!!
Wy mi tają siłe dajecie!
i za to Wam dziekuje
kurde i znowu becze:-(