• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Ciąża Po Poronieniu

po zabiegu zagladała do mnie siostra i pytała o samopoczucie, a lekarz ani razu nie zajrzał, ani razu nawet jak do domu wychodziłam, nie wiem nawet w którym tygodniu ciązy byłam nic nie wiem i jestem wściekła :wściekła/y::wściekła/y::wściekła/y::wściekła/y:
 
reklama
Natalineczka555 - przytulam mocno!Ja przed zabiegiem byłam tak wystraszona, że w ogóle nie wiedziałam co się ze mną dzieje!a po zabiegu też ryczałam do poduszki!Wiem co teraz przeżywasz!ale teraz może być już tylko lepiej... trzymaj się Kochana!
 
Ja tez przesylam moc uscisków Natalineczko trzymaj sie rybcia, i uwazaj na siebie, nie przemeczaj sie za bardzo.Wszystko sie ulozy, a ci lekarze to faktycznie maja podejscie, takie ze az reka swierzbi zeby im palnac w glowe, nie potrafia nawet odnosic sie jak nalezy do cierpiacej kobiety.Wrrrrr.
 
Natalineczka 555 przytulam Cię mocno :-( brak słów na tych konowałów i ich podejście.
Ja miałam zabieg o 13.00 to był poniedziałek. Trzymali mnie do następnego dnia. Od zabiegu nikt do mnie nie przyszedł, poza salową z kolacją. Dopiero na drugi dzień był obchód i lekarz zapytał czy chciałabym wyjść do domu. Odwiedziny były zabronione bo grypa szalała, sama leżałam w sali. To jest właśnie opieka nad kobietą, która traci dziecko. Nawet gdybym tam umarła, chyba nikt by nie zauważył.
Ja też nie wiem kiedy moje dziecko umarło, bo usg mi zrobili 12 godzin po przyjęciu do szpitala, gdy było już praktycznie po wszystkim.


Trzymaj się kochana.
Zobaczysz, ze po tych ciężkich chwilach, pojawi się słońce w Twoim życiu.
 
Ja jak leżałam to leakarz poza obchodem i porodem też sie nie pojawiał, przynajmniej nie u mnie. Dopiero jak trzeba było przynieść swoja wizytówkę to przyszedł. Straszne. Jedyne co to była super położna i chyba tylko dzieki niej jakoś przeżyłam ten poród.Zaglądała do mnie i pytała sie czy wszystko ok.
 
no właśnie jako szybko wypuścili, ja miałam zabieg o 10 a wyszłam dopiero następnego dnia po obchodzie porannym!Ale ja akurat miałam szczęście jeśli tak to można stwierdzić, bo był do samego zabiegu ze mną mój lekarz(zabieg robił ordynator). Przyszedł nawet popołudniu a potem wieczorem zapytać jak się czuję, chociaż nie miał już dyżuru. Położne też takie z sercem. Jedna mi powiedziała:" wiem że jest ciężko, ale czasem musi być źle, żeby potem było dobrze"
 
Ostatnia edycja:
Natalineczko przytulam cię bardzo mocno. Dużo teraz odpoczywaj, nie przemęczaj się i najważniejsze nie podnoś niczego, bo może to tylko więcej szkody narobić niż pożytku.
Mnie wypisali na drugi dzień po zabiegu, ale tylko dlatego, ze na zabieg jechałam z krwotokiem.

Agatka, martwię się tym twoim niskim ciśnieniem :( Chyba będziesz musiała iść na L4, bo kto ci w pracy pomoże jak zasłabniesz?? A przy takim ciśnieniu to może się stać w każdej chwili. Napisz co u ciebie po wizycie u ginka

Karolka, jak tam po wizycie??

Ola ty to silna babka jesteś, bo ja to bym chyba zwariowała jakby @ nie przychodził :) A testy faktycznie są niemiarodajne, mój chrześniak też jest z negatywnego testu, że tak to nazwę :)

A co do @ po zabiegu, ja dostałam po 24 dniach, ciekawe kiedy 3@ przyjdzie, mam nadzieje że za bardzo się nie spóźni :)
Kurcze, chyba ciśnienie w ogóle jest do kitu, bo jak się poszłam zdrzemnąć, to po 2 godzinach wstałam
pozdrowionka dla wszystkich
 
reklama
po zabiegu zagladała do mnie siostra i pytała o samopoczucie, a lekarz ani razu nie zajrzał, ani razu nawet jak do domu wychodziłam, nie wiem nawet w którym tygodniu ciązy byłam nic nie wiem i jestem wściekła :wściekła/y::wściekła/y::wściekła/y::wściekła/y:
Natalineczko, trzymaj się. postaraj się nie forsować fizycznie, a psychicznie wyczuć czego teraz potrzebujesz i postarać się dostosować do tego. teraz będzie już tylko lepiej, musi być!

a mnie odwiedził mój lekarz prowadzący, tylko że jak przeczytał na karcie na łóżku poronienie to uciekł .... :wściekła/y:
:eek: słów brak, dosłownie szczena mi opadła :wściekła/y:

A co do szpitala to mnie wypuścili "po obiedzie", tzn. kolo 10 mialam zabieg, a po 13 moglam juz sobie isc. I chyba wolałam takie rozwiązanie niż jakbym miała tam dłużej zostać.
Wkurzylo mnie to, że nie mialam okazji podpytac sie lekarza co dalej, a on oczywiscie nie wpadl na to, zeby mi powiedziec, wiec pytania pt. ile moge krawic, kiedy pierwsza @, kiedy moga być przytulanki musiałam zadawać przy 3 pozostałych paniach, z ktorymi lezalam na sali.
W całym tym nieszcześciu o tyle dobre było to, że lekarze do których trafiłam na usg przekazali złą wiadomość, ale od razu dawali nadzieję na przyszłość i że z izby przyjęć, na której się napatrzyłam na ciężarówki trafiłam na oddział ginekologiczny a nie położniczy. I tak myśle sobie, że pomimo, że zabieg jest bardziej inwazyny niż pigułki to jednak dla mnie z psychicznego punktu widzenia dobre było to, że mnie uśpili i nic nie pamiętam. Przed pójściem do szpitala naczytałam się o tym jak się roni, i chyba tego się bałam najbardziej.
 
Ostatnia edycja:

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry