Lila, dzięki. Jedyne czego się trzymam to nadzieja że Pasożytowi nic nie będzie, że będzie sobie dalej normalnie rósł. Reszta betka - święta "w lesie", kuchnia w gruzach, na podłogach kocie kłaki - szczegół. Najwyżej będzie barszcz z torebki i pierogi z mrożonki. Żartuję - coś się tam pichci pomału, młody poleciał po zakupy, wcześniej zdążyłam kupić trochę żarełka... Damy radę, choć zapowiada się blado i na bazie kompletnej improwizacji. Jakoś stanie przy garach też mi nie idzie. Odchlewianie domu tym bardziej. Wrrr...
Aniii, minie. Nie do końca, nie zniknie zupełnie, jakaś pustka zawsze zostaje, pamięć miejsca które zajmowało to życie, ale czas spuszcza mgłę na ból, rozmywa kontury ran i pozwala się im zabliźniać. Mimo że czujesz że nikt Cię nie rozumie, pewnie tak nie jest. Nie jesteś jedyną kobietą na świecie która straciła dziecko i może wydaje Ci się teraz że Twojemu bólowi żaden nie dorównuje, ale to nie do końca tak. I wśród Twoich bliskich też na pewno znajdziesz współczucie i zrozumienie - czy rozmawiałaś o tym z rodziną? Czasem najbliżsi nie chcą z nami o tym rozmawiać bo nie wiedzą jak, nie wiedzą co powiedzieć, czasem mówią głupie teksty typu "nie przejmuj się, jeszcze urodzisz" i wydaje im się że to niesie nam pociechę. To nie tak, że nie chcą rozumieć - po prostu trudno wejść w czyjeś buty, złapać tok myślenia, współodczuwać, zwłaszcza w sytuacji kiedy emocje są tak silne jak przy stracie dziecka. Dlatego łatwiej jest nie mówić, nie rozmawiać... A nam się wydaje że zostałyśmy z tym same. W unikaniu tematu żałoby celują panowie - wydaje nam się że oni tego nie przeżywają, a tak naprawdę oni nie chcą nam wiercić palcem w ranie. W swojej też nie. Minął tydzień - to krótki czas, pewnie Twoja żałoba potrzebuje go więcej, ale powoli zaczniesz żyć od nowa bo słońce nie zgasło i świat nie stanął w miejscu i Ty to zauważysz. I jeszcze będzie kolorowo, choć cień w sercu już pozostanie na zawsze.
Miśkam, staram się. O tego małego Pasożyta biega - nie wiem jak na niego działa gorączka, ale od kaszlu brzuch mnie boli a to mi się nie podoba. I nie bolą piersi - to już panika.