Poroniona tak jak Kłaczek pisze, sama dysplazja to nic strasznego. Problemem mogą być następstwa tej dysplazji, źle leczonej. Jeżeli jednak dojdzie do zwichnięcia stawów najlepiej zgadzać się na jak najdrastyczniejsze rozwiązania lecznicze. Najlepiej pomaga wtedy nastawienie kończyn i wsadzenie maleństwa do gipsu ćwiczebnego. Jest to dla rodziców często bolesne, że takie malutkie a już w gips pakować. Nie można jednak ulec przeświadczeniu, że lekarze zwariowali. Moja cała rodzina pukała się w czoło, gdy ortopeda złożył taką drastyczną propozycję. Nie skorzystali. Byłam w szynach, z których wyłaziłam, rozpórkach, poduszce Freiki itp. Wszystko na marne. Skończyło się 10-oma operacjami stawu biodrowego i do dzisiaj jest lipa. Chodzę źle i tak sobie już przekuśtykam przez to życie. Moja mama doradziła po latach swoim dwóm koleżankom, żeby zgodziły się na założenie swoim dzieciom gipsu. Po chorobie nie pozostał nawet ślad.
Nie ma się jednak co martwić na zapas, tylko trzeba sprawdzić czy to dysplazja, żeby od początku prawidłowo z maluszkiem postępować.
Co do @, to ja dostałam po 5-u tygodniach po zabiegu i za pierwszym i za drugim razem, ale wiem, że różnie z tym bywa.
Ewcia dzięki za bociana! Ja tak bardzo potrzebuję go w tym roku! Tylko żeby tym razem przyniósł dobrze rokującą fasolkę
Karolcia to wkurzające z tą umową! Ja też niejedną taką w życiu przerobiłam. Przepracowałam na czarno w sumie ze dwa lata. Oszukano mnie nie raz. Nie zapłacono za wykonaną pracę. Wiem, co czujesz. Mam nadzieję, że jednak wyjdziesz na prostą tak jak ja.
Z mężem ciężka sprawa. Zależy jaki ma charakterek. Ja z moim pierwszym miałam podobnie. Tylko on się liczył i kropka. Próbowałam to zmienić ale nie wyszło, trzeba było zmienić na lepszy model

Udało się! Od trzynastu lat jestem z moją prawdziwą, drugą połówką

Właśnie kupiliśmy motocykl i wszyscy koledzy mu żony zazdroszczą, bo to ja go namawiałam na prawo jazdy i motor. Ufoludek jakiś cy cuś? Ich żony nawet nie chcą o takich rzeczach słyszeć.
Życzę Ci moja droga, żeby wszystko się poukładało po twojej myśli, najlepiej z twoim obecnym małżonkiem. Trzymam kciuki &&&
Bibiana rozumiem Cię. Nie wiem jak dałabym sobie radę na twoim miejscu. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Wiem tylko, że ból ucichnie ale potrzeba na to czasu. Życie jest trudne ale dopóki żyjemy można próbować coś zmienić i coś osiągnąć i niezależnie od tego co się dzieje nie powinniśmy odbierać sobie tej szansy. Proszę daj sobie czas na przeżycie żałoby, zostań z nami, może znajdziesz ukojenie.
Aga-cina twoja historia jest nie mniej wstrząsająca od historii Bibiany. Nie ma mądrych słów, żeby to opisać. Mogę tylko powiedzieć, że trzymam kciuki za szczęśliwe zakończenie. Musisz uwierzyć, że los jest się w stanie odmienić i że od dzisiejszego dnia wszystko będzie już tylko lepsze, dobre i wyjdziesz z tego wszystkiego zwycięsko. Tego Ci życzę z całego serca.
Kłaczku do poniedziałku, to ja jajko przedwcześnie zniosę! Strasznie Ci kibicuję, bo wiesz jak Ty możesz, to ja też! Pozdrów niesfornego naleśnika a potem to już tylko fasolkę ode mnie
Anulka ja też mam zdjęcie usg mojego Aniołeczka, tego który zdążył dorosnąć, żebym go mogła zobaczyć, ale nie oglądam go na razie. Leży sobie w kopercie, razem z testami. Stanowi pamiątkę ale mam tą świadomość, że na tym zdjęciu jego serduszko już nie biło a ja wolę sobie wyobrażać, że żyje i ma się dobrze i że wróci do mnie.
Babeczki moje kochane, tak bardzo chciałabym pomóc ale czasami może lepiej udać się do psychologa lub jakiś grup wsparcia. Tacy ludzie wiedzą jak żyć po takiej stracie. My też co prawda działamy jak taka grupa ale nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu i fachowej pomocy.
Ściskam Was wszystkie bardzo mocno.